44 posiedzenie Senatu, 18-20 listopada 2009

Stanowisko Senatu w sprawie ustawy o grach hazardowych.

Panie Marszałku. Wysoki Senacie.

W tej kadencji nie pracowaliśmy jeszcze w takim tempie i gorączce nad ustawą, jak to ma miejsce obecnie przy projekcie o grach hazardowych. Skąd ten pośpiech? Rozumiem, że chodzi o to, aby ustawa weszła w życie od 1 stycznia 2010 roku. Ale chyba nie tylko to jest ważne, bo można było zwołać dodatkowe posiedzenie Sejmu i Senatu. Jak sądzę, premier Donald Tusk osobiście raczył dobrać się do hazardu – choć jak się wydaje, bynajmniej nie z powodu swoich antyhazardowych przekonań. Sprawiła ten pośpiech afera w jego partii, w której polegli jego bliscy współpracownicy: Zbigniew Chlebowski i Mirosław Drzewiecki, prominentni politycy Platformy Obywatelskiej. Wyłącznie to jest przyczyną szybkiego działania, a nie jak triumfalnie mówią członkowie PO, że chodzi o uderzenie w interesy biznesu hazardowego. Akurat ten biznes jest Platformie bardzo na rękę, ponieważ jak donoszą środki przekazu, hazardowi lobbyści zasilali nieraz kampanię wyborczą polityków tej partii. Dlatego szybkie procedowanie ustawy ma stworzyć wrażenie, że Platforma Obywatelska jest pogromcą hazardu. A przy okazji chodzi zapewne i o to, aby społeczeństwo jak najszybciej zapomniało o bohaterach afery hazardowej.

A może już zapomniało? Tego co wyczynia komisja śledcza ds. wyjaśnienia afery hazardowej, nie powstydziłby się niejeden autor telenoweli. Co prawda, "Zbycho", "Miro", "Grzech" i "Rycho", a do tego jeszcze premier Donald Tusk są na wstępnej liście świadków, którzy zostaną wezwani przed komisję śledczą, ale są tam również osoby sprzed wielu lat, którzy zajmowali się ustawami hazardowymi w poprzednich kadencjach, którzy pracowali tak w podkomisjach, jak i komisji finansów publicznych, są również urzędnicy ministerstwa finansów, członkowie rządów, którzy mieli do czynienia z pracami nad ustawami hazardowymi, członkowie zarządu bądź sprawujący nadzór nad Totalizatorem Sportowym itd.

Wniosek z tego może być tylko jeden: Platforma Obywatelska chce zbadać nie tyle aferę hazardową, lecz zajmie się historią tworzenia w Polsce ustaw hazardowych. Jestem przekonany, że powstanie znakomity raport na ten temat, w tym czasie jednak afera hazardowa niemal w sposób niezauważalny przestanie istnieć. A na czoło zamiast przecieku w Kancelarii Premiera wybije się podgrzewana do białości afera wynikająca z podsłuchów założonych przez CBA. Jak się skończy temat agenta „Tomka”, to można będzie zacząć odcinki z szefem CBA, Mariuszem Kamińskim, jak się okazuje, również agentem CBA, mimo że odsyła – jak uważa – nienależną mu pensję. I wiadomo, że do końca kadencji, a może i świata, największym wrogiem mediów, i oczywiście partii rządzącej, będzie PiS. Ta koalicja uczyni wszystko, aby nie dopuścić więcej do budowania projektu IV RP.

Mamy przed sobą ustawę hazardową. Ma uderzyć w ukryty biznes, w nie płacących  odpowiednich podatków bukmacherów i właścicieli „jednorękich bandytów”. Ustawa, co by nie powiedzieć, jest dość restrykcyjna. Przewiduje, że nie będą wydawane nowe zezwolenia na prowadzenie salonów gier z „jednorękimi bandytami”, a także punktów z automatami o niskich wygranych. W ciągu 5 lat automaty powinny zniknąć z osiedli, sklepów, kiosków, dworców. Takie urządzenia będą mogły stać tylko w kasynach - w jednym nie więcej niż 70 automatów. Z kolei jedno kasyno będzie mogło przypadać tylko na 650 tys. mieszkańców województwa. Ich działalność ma być poddana ostrzejszej kontroli państwa. Ponadto w Polsce będzie można prowadzić salony bingo, zakłady wzajemne (np. bukmacherskie), loterie fantowe, promocyjne, zakazana zaś będzie wideoloteria. Firmom hazardowym mają grozić surowe kary za złamanie ustawy, np. za organizowanie nielegalnych salonów gier, umożliwienie udziału w grze osobom nieletnim. Będą też prowadzone ograniczenia w reklamowaniu hazardu w miejscach publicznych i mediach.

To, co ma uderzyć w biznes hazardowy, to także podniesienie podatków. Pieniądze z tych podatków mają być przeznaczane na sport, kulturę i walkę ze skutkami uzależnienia od hazardu.

Wszystko to ładnie się układa, ale czy przyniesie zaplanowane efekty?

Pytanie zasadne, ponieważ właściciele jednorękich bandytów już zapowiadają, że wiedzą, jak obejść ustawę. Poza tym według Izby, rząd radykalnie zmieniając zasady prowadzenia działalności koncesjonowanej w czasie jej trwania naraża się na zarzut niekonstytucyjności. Może to doprowadzić firmy prowadzące punkty z automatami do gier, które już są obecne na rynku, nawet do bankructwa. Izba jest za regulowaniem działalności automatów do gry, ale nie za ich likwidacją. Ponadto nie można wykluczyć, że firmy będą zaskarżać o odszkodowania Skarb Państwa przed krajowymi i europejskimi sądami.

Ustawa z pewnością uderzy w niektóre kluby sportowe, które są sponsorowane przez firmy bukmacherskie, i to pokaźnymi kwotami.

Nie jestem bynajmniej za hazardem, ale czy sama ustawa nie otwiera furtek dla hazardowego podziemia? Dlaczego w ustawie zaproponowanej przez rząd zniknęła możliwość niejawnej kontroli kasyn przez celników?

Popieram fakt, że projektowi ustawy o grach hazardowych przyświeca cel moralny. Także w ustach premiera pojawiły się argumenty o zgubnym wpływie hazardu na życie społeczne, a kluczowym zadaniem polityków ma być natychmiastowe uchronienie Polaków przed tym zagrożeniem. Czy tak będzie? Ileż podobnych obietnic złożył premier Donald Tusk. Już sam wspomniany pośpiech, brak konsultacji społecznych, błędy konstytucyjne – na co wskazywali eksperci sejmowi – to wszystko niepokoi, a zarazem wskazuje, że znowu chodzi jedynie o pijar, o dobry wizerunek partii, o utrzymanie wysokiego poparcia w sondażach.

Mam też bardziej niepokojące pytanie: skoro świadomie proceduje się ustawę z zapisami, które zakwestionuje Trybunał Konstytucyjny – to może o to właśnie chodzi PO i rządowi. A także hazardzistom. Obym się mylił.

Dziękuję za uwagę.

Senator Czesław Ryszka