41 posiedzenie Senatu, 7 października 2009

Informacja dla Sejmu i Senatu o udziale Rzeczypospolitej Polskiej w pracach Unii Europejskiej w okresie styczeń-czerwiec 2009 roku (podczas Prezydencji czeskiej)

Panie Marszałku. Wysoka Izbo.

Podczas prezydencji czeskiej ważną sprawą była przyszłość traktatu lizbońskiego. Trwały między innymi gorączkowe naciski na Irlandię, aby w powtórnym referendum 2 października wypowiedziała się na "tak", czyli za przyjęciem traktatu. Przypomnę, że wobec opornych Irlandczyków zastosowano międzynarodową nagonkę, kwestionując ich europejskość, postępowość, sugerując brak odpowiedzialności za wspólną Europę itd. Na poparcie pozytywnego wyniku referendum przekazano środki finansowe z Unii Europejskiej. Na społeczeństwo Irlandii wywierana była także bezprzykładna międzynarodowa presja, co w końcu przyniosło taki, a nie inny wynik. Krótko mówiąc, Irlandia głosowała na "tak" z pistoletem przystawionym do głowy, co na pewno niezbyt chlubnie świadczy o demokracji w Unii Europejskiej. Trzeba jednak pamiętać, że Irlandia zagwarantowała sobie kluczowe obszary suwerenności, takie jak podatki, neutralność wojskową czy kwestie związane z rodziną, w tym ochronę dzieci nienarodzonych, zakaz eutanazji itd. W związku z tym mam kilka refleksji.

Na placu boju o ratyfikację traktatu, jeśli tak można obrazowo, w duchu wojskowym powiedzieć, zostały Polska i Republika Czeska. Ostatnio, po wyroku Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe i uchwaleniu przez Bundestag odpowiednich ustaw okołotraktatowych, prezydent Niemiec Horst Koehler ratyfikował traktat. W Polsce, niestety, rząd oraz parlament zrzekły się władczego decydowania o stosunkach z Unią Europejską po ratyfikacji traktatu. Posłowie i senatorowie oddali kompetencje rządowi.

Przypomnę, że nasze wejście do Unii Europejskiej przygotowała już nowa konstytucja, która uchwaliła możliwość przekazania niektórych uprawnień władzy państwowej na rzecz organizacji międzynarodowej - art. 90 ust. 1. Nie zostało tam określone, o jakie uprawnienia chodzi, i zapewne społeczeństwu nie przyszło w ogóle na myśl, że może chodzić o ograniczenie czy zrzeczenie się suwerenności państwowej. W roku 2003 w referendum przedłożono również bardzo ogólnikowe pytanie: czy chcesz, czy wyrażasz zgodę na przystąpienie Polski do Unii Europejskiej? Chodziło wtedy o przystąpienie do Unii opartej na konstytucji, której w ogóle jeszcze nie było. To przystąpienie oznaczało wtedy wejście do wspólnoty równych państw i narodów, i nie było mowy o jakimkolwiek zrzeczeniu się suwerenności. Ponadto w czasie referendum istniała tylko Wspólnota Europejska, a nie Unia Europejska jako sfederalizowany twór, co czeka nas wkrótce. Następnie w roku 2004 parlament uchwalił ustawę, na mocy której w sprawach unijnych zrzekł się swoich konstytucyjnych kompetencji, przekazując je rządowi. Teraz Rada Ministrów na podstawie tej ustawy jedynie informuje parlament o swoich działaniach, względnie zasięga opinii, które nie są dla niej wiążące. Dlatego uważam, że nie powinniśmy przejść obojętnie obok orzeczenia niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego, a następnie uchwalonych przez Bundestag ustaw, gwarantujących nienaruszalność niemieckiej konstytucji.

Przypomnę, że Bundestag uchwalił prymat parlamentu niemieckiego nad Parlamentem Europejskim, pierwszeństwo prawa krajowego nad europejskim. Pełną suwerenność ma zatem utrzymać zarówno władza ustawodawcza, jak i sądownicza. Wszystkie ustawy, które powstaną w Unii, będą musiały mieć swoją ratyfikację w Niemczech. Czyli obecnie tylko Niemcy mogą, mimo decyzji ustawodawstwa unijnego, gwarantować większą suwerenność i samodzielność swemu państwu oraz niemieckim obywatelom. Zarówno trybunał w Karlsruhe, jak i uchwalone przez Bundestag ustawy potwierdziły, że Unia Europejska jest związkiem niezależnych państw, gdyby jednak musiała nastąpić zmiana tej formy na jakąś formę unijnego państwa federalnego, wówczas konieczne będzie przeprowadzenie w Niemczech referendum. Ponadto obywatele niemieccy będą mogli skarżyć do niemieckich sądów nieuzasadnione czy też nadmierne ingerencje instytucji unijnych w ich życie.

W naszym kraju, zamiast podobnego postępowania, cały czas trwa pohukiwanie na prezydenta Lecha Kaczyńskiego na forum krajowym oraz międzynarodowym, aby nie ociągał się z decyzją ratyfikacji traktatu. Między innymi nowo wybrany przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Jerzy Buzek, stwierdził, że traktat powinien być jak najszybciej ratyfikowany, aby sprostać zarówno oczekiwaniom obywateli państw członkowskich, jak i współczesnym wyzwaniom, między innymi w kwestii walki z kryzysem ekonomicznym.

Czy traktat lizboński faktycznie odpowiada oczekiwaniom większości obywateli w krajach członkowskich? Gdyby tak było, to przecież elity polityczne poszczególnych krajów nie odebrałyby społeczeństwu możliwości wypowiedzenia się w referendum. Przestraszono się, że obywatele odrzucą traktat lizboński. Ocena Jerzego Buzka z całą pewnością nie odpowiada rzeczywistości.

Należy jasno stwierdzić, że precedens niemiecki stworzył nową sytuację dla Polski. Uważam, że także w naszym kraju należałoby wzmocnić nasze krajowe ustawodawstwo w duchu zwiększenia polskiej suwerenności. Jednak w obecnym rządzie i układzie politycznym w parlamencie polscy politycy nie podejmą takich działań. Dzisiaj nie ma komu z ważnych polityków zawołać: „Nicea albo śmierć”, „traktat lizboński albo śmierć”.

Tymczasem traktat lizboński uderza w państwową suwerenność. Za cenę unijnego wsparcia, pozyskiwanych pieniędzy dokonujemy samobójczych kroków w stosunku do swojego państwa, Rzeczypospolitej Polskiej. Dlatego uważam, że nawet po podpisaniu traktatu przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego pozostaje nam otwarta droga do zaskarżenia traktatu w Trybunale Konstytucyjnym. Trzeba będzie w odpowiednim piśmie procesowym, podpisanym przez trzydziestu senatorów czy posłów, postawić zarzuty traktatowi, to znaczy wskazać te miejsca, gdzie jest podejrzenie niezgodności z ustawą zasadniczą. Są to między innymi te artykuły, które tworzą dominację i wpływ dużych, starych krajów członkowskich w Unii Europejskiej na mniejsze, czyli to, o czym się mówi jako Europie dwóch prędkości.

Polska teoretycznie dzisiaj lepiej radzi sobie z kryzysem ekonomicznym aniżeli inne kraje Unii Europejskiej, ale politycznie przegrywamy niemal wszystko, czego przykładem może być bezprecedensowa, haniebna likwidacja przemysłu okrętowego dokonana na polecenie Komisji Europejskiej. Już najbliższy czas pokaże, że po powstaniu Unii Europejskiej jako związku sfederalizowanych państw, co wprowadza traktat lizboński, prawo wspólnotowe stanie się obligatoryjne, a na tych, którzy się mu nie podporządkują, posypią się wysokie kary.

Jeszcze nie jest za późno na uchwalenie ustaw kompetencyjnych, podobnie jak to uczyniono w Niemczech. Chodzi m.in. w tych ustawach o gwarancje dla polskiej rodziny złożonej z ojca, matki i dzieci, a także o to, aby określić zasady współdziałania najważniejszych organów państwa w zakresie polityki europejskiej.

Dziękuję za uwagę.

Senator Czesław Ryszka