
40 posiedzenie Senatu, 23 września 2009
Informacja Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego Rzeczypospolitej Polskiej o działalności Sądu Najwyższego w roku 2008.
Panie Marszałku.
Wysoka Izbo.
Przy okazji informacji o działalności Sądu Najwyższego w 2008 roku, chciałbym zwrócić uwagę na kilka ważnych spraw w polskim sądownictwie. Otóż zdarza mi się często interweniować w ministerstwie sprawiedliwości w sprawie wyroków, które – jak to się mówi – wołają o pomstę do nieba. Każdy chyba zna różne błędne lub stronnicze wyroki trzeciej władzy w Polsce, w wyniku których wielu ludzi utraciło wolność, firmy, majątki, dobre imię, zdrowie… Oburzający jest fakt, że za swoje błędy chyba żaden z sędziów czy prokuratorów nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Czyżby nie działał w tej korporacji odpowiedni sąd dyscyplinarny? Gdyby działał właściwie, nie mogliby w sądach i na uczelniach pracować skompromitowani sędziowie z lat PRL-u. A wybronił ich nawet Sąd Najwyższy postanowieniem, które uniemożliwiło wszczęcie śledztwa wobec tych sędziów, którzy w pierwszych dniach stanu wojennego skazywali na podstawie dekretu, który nie wszedł jeszcze w życie.
Jak sądzę, polskie prawo procesowe na pewno nie jest doskonałe, ale nawet to prawo, gdyby było przestrzegane, uniemożliwiałoby różne dziwne „pomyłki” prokuratorskie i sądowe. Wszystko jednak rozbija się o nieomal całkowitą bezkarność prokuratorów i sędziów. Oni nie muszą przestrzegać prawa procesowego, bo za błędy lub stronniczość, jak dotąd, nie odpowiadają. To nie jest mój atak na niezawisłość sędziowską, która jest jednym z elementów państwo prawa. Ale czy ta niezawisłość może być celem samym w sobie?
Jerzy Jachowicz, znany dziennikarz zainteresowany polskim sądownictwem, napisał, że tylko pół roku potrzebował amerykański sąd, by skazać Bernarda Madoffa, aferzystę stulecia oskarżonego o defraudację 65 mld dolarów, na 150 lat więzienia. W Polsce od 5 lat ciągnie się proces lobbysty Marka Dochnala, wlecze się wiele innych procesów, których końca nie widać. Jak to jest możliwe, że w Polsce sądy działają tak opieszale, ślamazarnie? Chciałoby się zapytać, czy mają na to czyjeś przyzwolenie? Czy czeka nas zalew pozwów do trybunału w Strasburgu? Może i tak, ale Europejski Trybunał Sprawiedliwości już postanowił, że nie będzie zajmował się skargami polskich obywateli na bezczynność wymiaru sprawiedliwości i chce, aby Polska sama prowadziła te sprawy. Czyli dojdzie do jakiejś paranoi sądowej: polskie sądy będą rozpatrywały skargę na polskie sądy niższych instancji. Wynik z góry jest wiadomy. Mam tu niedobre doświadczenie związane z oświadczeniami senatorskimi. Piszę skargę na pracę prokuratury do Ministerstwa Sprawiedliwości, tymczasem skarga wędruje na biurko prokuratora, do którego mam zastrzeżenia, albo do rąk kolegi siedzącego obok. W efekcie minister odpisuje mi nierzadko słowami tego, którego skarga dotyczy.
Jedną z głównych przyczyn przeciągania spraw w sądach jest pakowanie podejrzanych o przestępstwa do aresztu. Sąd podejmuje taką decyzję na wniosek prokuratora. Uzasadnieniem jest, że podejrzany będąc na wolności, może mataczyć. I mamy pełne areszty osób podejrzanych, nierzadko złapanych na gorącym uczynku. Ale prokuratorzy zapełniają grube tomy akt, odnajdują inne wątki czyjejś przestępczej działalności i kiedy po kilku latach trafia akt oskarżenia do sądu, z kolei sędziowie przez długie miesiące zapoznają się z materiałami.
A można by po zebraniu wystarczających dowodów jednego przestępstwa skierować do sądu akt oskarżenia tylko w tej sprawie, i dopiero kiedy przestępca siedzi z wyrokiem, można kontynuować zbieranie dowodów innych przestępstw i po jakimś czasie przestępca jest dowożony z więzienia na nowy proces.
Kolejną bolączką jest liczba rozpraw. Ci sami świadkowie stają nierzadko kilkakrotnie za barierką dla świadków. A przecież ich zeznania są udokumentowane i wystarczyłoby je w istotnych fragmentach odczytać z akt. To samo dotyczy niestawienia się świadka – tu sędziowie wykazują wprost niezwykłą pobłażliwość.
Często do wydłużania procesów przyczyniają się obrońcy oskarżonych bądź pełnomocnicy stron sporu, którzy zgłaszają dodatkowych świadków bez wystarczającego uzasadnienia. A sąd nazbyt posłusznie i gorliwie te wnioski przyjmuje.
Opieszałość sądów nie dotyczy tylko przestępców, którzy siedzą latami w areszcie. Trzeba wspomnieć o upadku czy stratach ekonomicznych firm, które nie mogą się doczekać końca sprawy w sądach gospodarczych. Ale są też dziedziny, w których paraliż polskich sądów jest bardzo bolesny. Myślę o dzieciach, którym biurokratyczna machina sądów rodzinnych nie pozwala trafić do adopcji. Albo też w sprawach, których pomyłka sądów odbiera dziecko rodzicom – jak to miało miejsce ostatnio w przypadku małej Róży.
Niedawno dotarł do mnie Apel Stowarzyszeń Przeciw Bezprawiu, wystosowany do posłów i senatorów po ogólnopolskiej konferencji na temat panującego bezprawia i arogancji w prokuraturach i sądach RP. Konferencja obradowała 4 kwietnia br. pod hasłem: „Mamy dość bezprawia prokuratorów i sędziów”. Stowarzyszenia te domagają się spotkania z parlamentarzystami, którym leży na sercu Rzeczpospolita sprawiedliwa. Chcą przedstawić dowody o fałszowaniu, kradzieży i przerabianiu akt śledztw i akt sądowych. Chcą udowodnić, iż sposób działania organów ścigania np. w sprawie Krzysztofa Olewnika, to nie nieszczęśliwy pojedynczy przypadek, ale często stosowany sposób na bezzasadne oskarżanie niewinnych osób, według niepisanej zasady: dajcie człowieka a paragraf się znajdzie.
Stowarzyszenia posiadają także dowody na fałszowanie protokołów przesłuchań prokuratorskich oraz protokołów sądowych, które pozostają bez najmniejszej reakcji prokuratury. Stan taki ma miejsce w znaczącej liczbie polskich miast i dotyczy wszystkich szczebli prokuratur i sądów. W piśmie do parlamentarzystów stwierdza się, że wszystkie działające w RP biura skarg obywatelskich funkcjonują wadliwie, a ich praca polega wyłącznie na ich przesyłaniu do organu, na który skarży się obywatel. Następnie uzyskuje on standardową odpowiedź, iż wszystko jest zgodne z prawem, mimo że gołym okiem widać, iż konkretny sędzia lub prokurator popełnili przestępstwo.
Co więcej, stowarzyszenia posiadają dowody, iż wszczyna się postępowania dyscyplinarne prokuratorom, którzy wykryli fałszowanie akt, w tym nawet akt wewnętrznych prokuratury. Chcą także przedstawić kolejny raz propozycje zmian proceduralnych, dotyczące m.in. prawa do nagrywania rozpraw, większych uprawnień do uczestnictwa w postępowaniach organizacji pozarządowych itp. Odpowiednie propozycje zostały złożone 6 maja 2008 r. w Kancelarii Sejmu RP, ale do dnia dzisiejszego nie ma nie żadnej odpowiedzi.
Nie będę proponował rozwiązań, jak przezwyciężyć wspomnianą patologię sądów, sądzę jednak, że wszystko zależy od dobrej, uczciwej pracy sędziów i prokuratorów.
Dziękuję za uwagę.
Senator Czesław Ryszka