
34 posiedzenie Senatu, 27-28 maja 2009
Informacja Rzecznika Praw Dziecka o działalności za rok 2008 wraz z uwagami o stanie przestrzegania praw dziecka.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo!
Sprawozdanie rzecznika praw dziecka za rok 2008 nasuwa kilka refleksji. Od razu dodam, że podziwiam aktywność pana rzecznika, ogromną liczbę jego wystąpień oraz interwencji. W moim wystąpieniu pragnę skupić się na rozdziale o prawie dziecka do ochrony przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem, demoralizacją, zaniedbaniem oraz złym traktowaniem. Głównie chodzi mi o to, aby nie przejaskrawiać przemocy w rodzinie. Wiadomo, że ona się zdarza, ale nie jest tak, jak to wykazują jakieś rzekome badania, że połowa polskich rodziców bije dzieci.
Do Sejmu wpłynął w tej sprawie projekt ustawy ministerstwa sprawiedliwości walczącej z przemocą w rodzinie, a w nim znalazł się zapis o powołaniu instytucji, do której dziecko będzie mogło zaskarżyć rodzica za danie mu przysłowiowego klapsa. Jest w tym projekcie ustawy również zapis o całkowitym zakazie "stosowania przemocy psychicznej naruszającej godność małoletniego". Oby wkrótce nie okazało się, że awantura ze strony ojca lub matki za źle ułożoną szczoteczkę do zębów lub niewyczyszczone buty zostanie uznana za przemoc psychiczną, ponieważ w opinii ustawodawcy dziecko staje się niewolnikiem, odbiera mu się wolność. Gdyby tak miało być, to niebawem "przestępstwa" rodziców, którzy karcą dzieci za nieposprzątany pokój, rozrabianie na lekcjach itd., skończą się dla rodziców tragicznie, najłagodniej mówiąc, odebraniem praw rodzicielskich.
Krótko mówiąc, jeśli pójdziemy konsekwentnie tą drogą rozumowania, to do przemocy psychicznej możemy zaliczyć wszelkie kary typu: zakaz oglądania telewizji, korzystania z internetu itd. Rodzic będzie mógł tylko prosić o posłuszeństwo i będzie pozbawiony wszelkiej władzy. Jednym słowem, jeśli klaps lub podniesiony głos rodzica na swoje dziecko jest patologią, to sto procent rodzin w naszym kraju to są rodziny patologiczne, a sama instytucja rodziny jest zła z natury. Nie wyciągam już dalszych wniosków, poza tym jednym, aby walcząc z patologami i domagając się słusznych praw dla dziecka, nie walczyć z rodziną.
A tak może się wydawać, bo na przykład w nowej strategii unijnej na rzecz praw dziecka jest mowa o alternatywnych strukturach rodzinnych. Pod tym eufemizmem kryje się nic innego, jak wszelkiej maści nieformalne związki, począwszy od konkubinatów, skończywszy zaś na związkach homoseksualnych. W kilku państwach są już ustawy, które pozwalają na oddawanie dzieci w adopcję parom homoseksualnym, które chcą się nazywać małżeństwem. Wprowadzenie dzieci w podobne relacje zrodzi trudne do wyobrażenia patologie.
Należy tu wskazać na przewrotność unijnych regulacji. Z jednej strony tworzy się zapisy dające dzieciom olbrzymie znaczenie prawne, z drugiej strony Trybunał Sprawiedliwości w Strasburgu, orzekając w wyrokach o przyznaniu lesbijkom i homoseksualistom prawo do adopcji dzieci, pozbawia je prawa do życia w naturalnej rodzinie. Stąd pytanie: czy współczesne parlamenty mają prawo uchwalać ustawy krzywdzące dzieci? Przecież każde dziecko ma prawo urodzić się i żyć w rodzinie złożonej z matki i ojca, z mężczyzny i kobiety. Nikt nie może go tego prawa pozbawić.
Nowo przyjęta strategia unijna na rzecz praw dziecka wydaje się tylko z pozoru dokumentem wartościowym. Dobrze, że porusza tak aktualne problemy, jak uzależnienia, przemoc oraz wykorzystywanie seksualne, wskazuje także na inne patologie oraz metody walki z nimi. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się zmierzać do zagwarantowania dzieciom optymalnych warunków rozwoju. Jeżeli jednak głębiej wczytamy się w tekst, to zauważymy, że pod niewinnie brzmiącymi sformułowaniami kryje się patologia i niemoralność. I tak strategia propaguje takie hasła, jak zdrowie seksualne i reprodukcyjne (pkt 133), zaś w pkcie 168 UE "wzywa państwa członkowskie do zagwarantowania, by wszystkie dzieci i nastolatki, zarówno uczęszczające, jak i nieuczęszczające do szkoły, uzyskały odpowiednio dostosowane i zrozumiałe informacje na temat zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, aby mogły dokonywać opartych na wiedzy wyborów w sprawach dotyczących ich dobra osobistego, w tym w zakresie zapobiegania chorobom przenoszonym drogą płciową oraz HIV/AIDS". Rzecz w tym, że w praktyce dotyczy to powszechnego dostępu do edukacji seksualnej, środków antykoncepcyjnych oraz aborcji.
Unijni decydenci, wykorzystując strach przed HIV, usiłują promować liberalne metody planowania rodziny, oparte na stosowaniu środków antykoncepcyjnych, wczesnoporonnych oraz zabijaniu nienarodzonych dzieci, nie zwracając przy tym uwagi na aspekt moralno-mentalnościowy, psychologiczny oraz zdrowy model podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina.
Podobnie jest z problemem pornografii. Rzekomo jest złem, ale jej ograniczenie godziłoby w wolność osobistą, byłoby to ograniczenie wolności konstytucyjnych, w tym wolności słowa, a więc mogłoby zahamować rozwój kultury artystycznej. Ponadto nie wolno uchwalać prawa, które w praktyce nie będzie stosowane. Tak prezydent Aleksander Kwaśniewski argumentował w kwietniu 2000 r., wetując ustawę zakazującą pornografii. W takim razie godzi się przypomnieć, że ta ustawa uchwalona za kadencji AWS oraz zawetowana przez Aleksandra Kwaśniewskiego miała nie pozwolić na wykorzystywanie do produkcji filmów pornograficznych piętnastoletnich dzieci, zakazywała traktowania dzieci jak towaru przez wszelkiego rodzaju zboczeńców, gwałcicieli, sadystów i kryminalistów. Krótko mówiąc, zawetowana ustawa miała chronić dzieci i młodzież przed porno-biznesem. Prezydent nie stanął w obronie dzieci, ale po stronie wszelkich zachowań perwersyjnych, stanął po stronie interesów przemysłu żerującego na ludzkiej słabości moralnej. Ta niemoralna ustawa obowiązuje do dzisiaj. Stąd mój apel do rzecznika, aby to zmienić.
Pamiętajmy, że nasze dzieci są jakby lustrem, odbiciem zachowań dorosłych, dlatego potrzebują autorytetów, zaufania, przyjaźni i miłości. Jeśli jednak sami zagubiliśmy wartości, jeśli nasze postępowanie bywa bezwstydne i agresywne, to trudno potem dziwić się zachowaniu tych, którzy na nas patrzą i je naśladują. Najważniejszym prawem dziecka jest kochająca się rodzina. Jeśli rodzina jest dysfunkcyjna lub patologiczna, praktycznie niemożliwe jest naprawienie szkód wyniesionych z domu. Dobrej rodziny nie zastąpi nic i nikt, ani najlepsze prawo, ani szkoła, ani psychologowie, ani tym bardziej dom dziecka.
Dziękuję za uwagę.
Senator Czesław Ryszka