33 posiedzenie Senatu, 13-14 maja 2009

Debata nad roczną strategią polityczną Komisji Europejskiej na rok 2010.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo!

W rocznej strategii politycznej Komisji Europejskiej na rok 2010, w dokumencie, jak tu już mówiono, o dużym stopniu ogólności, znalazło się kilkanaście ważnych problemów, wśród nich na pierwszym miejscu postawiłbym sprawę poprawy sytuacji gospodarczej i społecznej w warunkach kryzysu gospodarczego i finansowego. Temu zagadnieniu chciałbym poświęcić trochę uwagi.

Przypomnę, że 26 listopada 2008 r. Komisja Europejska przedstawiła Europejski Plan Naprawy Gospodarczej, przygotowany w celu przeciwdziałania skutkom kryzysu finansowego i gospodarczego Unii Europejskiej. Został przyjęty przez Radę Europejską podczas posiedzenia w dniach 11-12 grudnia 2008 r. Komisja między innymi przeznaczyła 5 miliardów euro na finansowanie usprawnień w energetyce. Chodziło głównie o elektrownie wiatrowe, a także o szerokopasmowy internet w obszarach wiejskich. Potem był szczyt Unii Europejskiej dotyczący kryzysu finansowego. Wiele mówiło się na nim o nieangażowaniu pieniędzy unijnych w pomoc poszczególnym gospodarkom krajowym. Przypomnę, że Polska zablokowała czy raczej, jak może należy powiedzieć, odrzuciła węgierską propozycję pozyskania pomocy dla krajów Europy Środkowej.

W sprawie kryzysu odbyły się także ostatnio dwa spotkania przywódców państw z grupy G20, na które Polska nie została zaproszona nawet w charakterze gościa, oraz formalny i nieformalny szczyt Unii Europejskiej w Brukseli i w Pradze. Jak się wydaje, ustalenia na szczytach swoje, a poszczególne kraje Unii Europejskiej, dopowiem: duże kraje, swoje. Przecież Niemcy, Francja, Włochy nie mogą pozwolić sobie na dalszy spadek PKB, bankructwo przedsiębiorstw i wzrost bezrobocia. W tej sytuacji te państwa głównie ogłosiły programy antyrecesyjne.

Pierwszą reakcją była pomoc publiczna dla sektora finansowego. Lękając się fali bankructw, jaka zaczęła się w USA, państwa europejskie udzieliły pomocy swoim bankom. Jak ostatnio obliczyła Komisja Europejska, łącznie na pomoc dla banków wydano w Unii Europejskiej już 3 biliony euro. A więc, jeśli wziąć pod uwagę wielkość gospodarki, znacznie więcej niż w USA. Pieniądze te w większości poszły wprost na pomoc dla instytucji finansowych przez kredyty i wykupienie udziałów. Znaczną część stanowią też gwarancje rządowe. Ta ogromna pomoc, jak widzimy, uspokoiła sytuację na rynkach finansowych. Żaden duży bank nie upadł.

Czy to już koniec strachu? Czy nie będzie innych skutków pojawienia się tej ogromnej sumy pieniędzy na rynku, na przykład skutków społecznych? Myślę, że czekają nas różne dalsze negatywne skutki, ponieważ obecny kryzys podkopał zaufanie obywateli do wolnego rynku i systemu demokratycznego. Dodatkowo to zaufanie podkopują ci, którzy do tego kryzysu się przyczynili: prezesi wielkich banków i przedsiębiorstw. Chodzi o to, że ludzie, którzy odpowiadają za kryzys, nie tylko nie ponoszą żadnych konsekwencji, ale nawet dzielą się premiami i nagrodami z przekazanych pieniędzy na ratowanie ich instytucji.

Kolejnym skutkiem kryzysu będzie inflacja, o czym dzisiaj bardzo mało się mówi. Przecież biliony dolarów i euro wydane na wsparcie banków i przedsiębiorstw oznaczają, że te pieniądze zostały dodrukowane. Zapewne jest już w obrocie więcej papieru aniżeli dóbr wytwarzanych przez poszczególne gospodarki. Z całą pewnością czeka nas więc spadek wartości dolara i euro. Nie muszę mówić, że najbardziej uderzy to w oszczędności biedniejszych obywateli.

W tym kontekście chciałbym wspomnieć, jak sprytnie rządy państw Unii Europejskiej walczą u siebie z kryzysem gospodarczym. Przykładem może być niemiecki rynek motoryzacyjny. W tym kraju podjęto między innymi decyzję o uruchomieniu programu, zgodnie z którym każdy obywatel, jeśli zdecyduje się kupić nowy samochód nie starszy niż roczny, otrzymuje kwotę 2 500 euro z budżetu państwa. Ten program szybko się sprawdził i w pierwszym kwartale tego roku skorzystało z niego ponad milion Niemców. Sprzedaż aut znacząco wzrosła - fabryki samochodów zostały uratowane. Najwięcej pojazdów zakupiono od Volkswagena, bo sto siedemdziesiąt tysięcy, od Skody - sześćdziesiąt dwa tysiące i od Opla - czterdzieści osiem tysięcy. Rząd niemiecki na ten sam program przeznaczył obecnie kolejne 5 miliardów euro i do końca roku spodziewany jest na niemieckim rynku zakup około dwóch milionów aut. Podobny program został uruchomiony także we Francji i we Włoszech. Nie muszę dodawać, że branża motoryzacyjna jest wiodąca dla gospodarek głównych krajów Unii Europejskiej. Tym prostym, ale jakże ważnym zastrzykiem środków z budżetu uratowano tę branżę, a także zatrzymano wzrost bezrobocia.

A co dla ratowania przed pogłębianiem się kryzysu gospodarczego robi polski rząd? Jak dotąd rząd Donalda Tuska, spodziewając się mniejszych dochodów z podatków, dokonał jedynie cięć wydatków, aby zrównoważyć budżet. Tym samym zachwiał jednak pozycję na przykład zakładów zbrojeniowych, co może skutkować ich upadkiem. Wicepremierzy wypowiadają się w kwestiach opcji walutowych, które rujnują przedsiębiorstwa, ale rząd jak do tej pory nadal zastanawia się nad ustawą. Podobnie z obietnicą wygłoszoną przez premiera Donalda Tuska, że rząd będzie pomagał spłacać kredyt hipoteczny osobom, które straciły pracę - co do tego też nie ma nawet jeszcze projektu ustawy, że nie wspomnę już o jej realizacji.

Chciałbym też zwrócić uwagę na wyjątkową nieudolność rządu, który, mając atut w postaci kryzysu gospodarczego, pozwolił Komisji Europejskiej doprowadzić do likwidacji polskich stoczni w Gdyni i w Szczecinie. Decyzje o obowiązku zwrotu pomocy publicznej, którą otrzymały polskie stocznie, zostały podjęte 6 listopada 2008 r., czyli już po ujawnieniu się globalnego kryzysu. Przypomnę słowa komisarz do spraw konkurencji w Komisji Europejskiej, Neelie Kroes, która stwierdziła: "Nie dalej jak w lipcu Komisja dała polskim władzom dodatkowe dwa miesiące na przedłożenie skorygowanych planów restrukturyzacji, zgodnych z regułami Wspólnoty. Z żalem stwierdzam, że pomimo wielokrotnie podejmowanych wysiłków tak się jednak nie stało. Choć plany zawierały pewne ulepszenia w stosunku do wcześniejszych propozycji, nadal nie były wystarczająco dobre. W szczególności, pomimo dalszych dużych nakładów pomocy publicznej i znaczącej redukcji zatrudnienia, plany wciąż nie zapewniały stoczniom rentowności gospodarczej". Co zastanawiające, komisarz Neelie Kroes publicznie nazwała ministra skarbu państwa Aleksandra Grada kłamcą. Świadczyłoby to o tym, że rząd polski dostał wystarczająco dużo argumentów i czasu, aby obronić stocznie w Gdyni i w Szczecinie. Podobna decyzja Komisji Europejskiej grozi obecnie upadkiem stoczni w Gdańsku, kolebce "Solidarności". Pismo od komisarz Kroes w sprawie stoczni w Gdańsku trafiło już do resortu skarbu państwa, a unijni urzędnicy uważają, że stan restrukturyzacji Stoczni Gdańskiej nie gwarantuje rentowności tego zakładu.

Konkluzja: w sytuacji kryzysu finansowego Francja i Niemcy, bez konsultacji między wszystkimi partnerami, wspierają własne instytucje finansowe i gospodarcze, a w tym samym czasie Komisja Europejska zmusza Polskę do likwidacji całego przemysłu stoczniowego.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Wobec przedstawicieli unijnej biurokracji nie pomogą nam uśmiechy i miłe słowa. To nie jest recepta dla polskiego rządu na zażegnanie problemu w relacjach Warszawy z Brukselą. Świadczy o tym między innymi saldo wzajemnych transferów finansowych po pięciu latach od akcesji do Unii Europejskiej. To saldo wynosi obecnie 16 miliardów euro na plus, z czego 9,5 miliarda euro stanowią koszty wspólnej polityki rolnej, co de facto nie jest pomocą ze strony Unii, lecz formą wspólnego subsydiowania cen żywności na naszym kontynencie i warunkiem utrzymania konkurencyjności sektorów rolnych poszczególnych krajów. Jeśli więc odliczyć wydatki Unii Europejskiej na wspólną politykę rolną, to wspólnotowa pomoc dla Polski wynosi około 1,4 miliarda euro rocznie. Przyznajmy, że nie są to wydatki na skalę planu Marshalla, jakich spodziewano się w Polsce, przystępując do Unii Europejskiej. Do tego należałoby jeszcze policzyć korzyści, jakie osiąga Unia wskutek uzyskania dostępu do naszego rynku - w sumie to by znacznie przewyższało tę skromną pomoc, jaką Unia dla nas świadczy.

Niestety w tym roku przez pierwsze trzy miesiące saldo przepływów było ujemne, czyli Polska wpłaciła do Brukseli więcej, niż wynosiła suma funduszy, które otrzymaliśmy. Czas to, w kontekście tej strategii, dostrzec, a nie tylko entuzjazmować się teorią i ogólnikami o tym, jak to dobrze nam w Unii i że podobno, rzekomo, będzie jeszcze lepiej.

Dziękuję za uwagę.

Senator Czesław Ryszka