
29 posiedzenie Senatu, 18-19 marca 2009
Prawo o ruchu drogowym oraz o zmianie niektórych ustaw.
Panie Marszałku. Wysoki Senacie.
Nie potrafię wymienić, ile już razy w tej kadencji nowelizowaliśmy prawo o ruchu drogowym. Kilkanaście razy. Sejmowa komisja „Przyjazne państwo” chyba oszalała z pracowitości! Ale i z braku logiki. Czasem myślę, że jej członkowie są ostatnimi marksistami w naszym kraju, którzy myślą, że ilość przejdzie w jakość. Niestety, nie przejdzie.
Tym razem nowela prawa o ruchu drogowym dotyczy zmniejszenia liczby wypadków, a szczególnie ograniczenie liczby osób zabitych i rannych na polskich drogach. Ma w tym pomóc skuteczniejsza kontrola nieprzekraczania przez kierowców dopuszczalnych prędkości. Przypomnę, że ustawa przewiduje powołanie Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, które ma funkcjonować w ramach Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Centrum będzie rejestrowało naruszenia przepisów i prowadziło postępowanie administracyjne w sprawach o nałożenie kary pieniężnej dla sprawców wykroczeń. Oczywiście, chodzi o automatyczną rejestrację tych naruszeń przez centralnie rozlokowaną sieć fotoradarów. 80 proc. środków pochodzących z grzywien będzie przeznaczana na budowę i modernizację dróg. Takie rozwiązania sprawdziły się już w wielu innych krajach europejskich m.in. we Francji czy Holandii, gdzie wskutek wprowadzenia takich systemów, odnotowano znaczące, kilkudziesięcioprocentowe spadki ofiar wypadków.
To wszystko w ustawie dobrze prezentuje się i zapewne jako ustawodawcy sądzimy, że zmniejszy się liczba wypadków. Owszem, zmniejszy się, jeśli wreszcie zbudujemy odpowiednie autostrady i dobrze wyremontujemy drogi, jeśli ponadto będzie więcej bezkolizyjnych skrzyżowań i przejść dla pieszych. Niestety, stan polskich dróg nie przystaje do obecnych standardów bezpieczeństwa ruchu drogowego. Brakuje także skoordynowanych systemów zarządzania ruchem w miastach. O tym wszystkim także należy pamiętać. Samo karanie kierowców za przekroczenia drogowe niewiele zmieni.
Faktem jest, że na świecie w wypadkach drogowych ginie codziennie około 3 tys. osób. To liczba porównywalna do łącznej liczby ofiar zamachu terrorystycznego w Nowym Jorku 9 września 2001. Rocznie urasta to do wielkiej liczby; prawie 1,3 mln, co można porównać do strat ponoszonych w wielkich wojnach. Ponadto, w wyniku wypadków drogowych 10 mln osób pozostaje inwalidami do końca życia z powodu trwałych obrażeń fizycznych i psychicznych. Szacuje się, że średnio na jedną ofiarę śmiertelną przypadają 4 osoby ranne, które w wyniku obrażeń pozostają niesprawne na całe życie, 10 osób wymaga leczenia szpitalnego, a aż 30 wymaga pomocy ambulatoryjnej. W wielu przypadkach dzieci zostają sierotami, a rodzice tracą dzieci. Standard życia wielu rodzin ulega znacznej degradacji.
W Polsce roczna liczba zabitych na drogach sięga 5,5 tys. osób, a liczba rannych – 50 tys. Czyli codziennie ofiary wypadków drogowych zapełniają szpital powiatowy średniej wielkości. A kto policzy ich cierpienia, kto zrozumie problemy, z jakimi potem muszą się borykać? Kto zliczy ich straty materialne, a także koszty jakie ponosi społeczeństwo, bo przecież wypadki drogowe to również ważny problem społeczno-ekonomiczny dla funkcjonowania państwa. Zobrazuję to w liczbach. W 2004 roku wypadki drogowe zajmowały 7 miejsce na liście zagrożeń dla zdrowia i życia, obecnie sytuacja jest jeszcze bardziej tragiczna. Straty materialne związane z wypadkami szacowano wówczas się w świecie na 518 miliardów dolarów rocznie, z tego wydatki krajów „starej” Unii Europejskiej przekroczyły 180 mld euro. Straty ponoszone przez Polskę szacuje się obecnie na ponad 35 mld złotych rocznie. Kwoty, które Narodowy Fundusz Zdrowia musi przeznaczać na leczenie poszkodowanych, mogłyby zdecydowanie poprawić ogólnie znaną sytuację służby zdrowia. Tracimy środki, które można by przeznaczać na inne cele, tracimy również potencjał ludzki.
Zapewne wdrożenie systemowego rozwiązania w postaci Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym podniesie poziom bezpieczeństwa na polskich drogach, nie będzie jednak lepiej, dopóki nie spełnimy innych wymogów, a wśród bezwzględnego wymogu trzeźwości. To jest kolejna plaga naszych dróg. Policja zatrzymuje coraz więcej kierowców, prowadzących pojazd pod wpływem alkoholu (w 2007 r. było ich 159.346, a w 2008 r. już 167.968, czyli wzrost o 8.622). Świadczy to - z jednej strony o skuteczności działań funkcjonariuszy w kontrolowaniu kierowców, a z drugiej – o całkowitej nieskuteczności prowadzonych kampanii społecznych w tej sprawie.
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że przyczyny wypadków drogowych są bardziej złożone, aniżeli wspomniane tu złe drogi, brawura kierowców czy alkohol. W Polsce należy uczyć kierowców kultury jazdy, zachowania przepisów ruchu drogowego, obowiązku zapinania pasów bezpieczeństwa, dostosowania się do panujących warunków na drogach. Potrzebna jest szeroko rozumiana akcja informacyjna wśród dzieci i młodzieży. Może ona przybrać formę różnego rodzaju zabaw, konkursów, festynów i turniejów. Dobrym pomysłem jest występowanie policjantów w kościołach czy też towarzyszenie patrolom policyjnym przez duchownych.
W dokumencie pod nazwą „Europejska Polityka Transportowa do roku 2010: Czas na decyzje”, Unia Europejska postawiła 15 krajom członkowskim, w tym Polsce, nowe zadanie: konieczność zredukowania o połowę liczby śmiertelnych ofiar wypadków do roku 2010. Aby to zalecenie zrealizować, czyli skutecznie ograniczyć liczbę wypadków drogowych, nie wystarczy naszpikować polskich dróg fotoradarami. W te działania muszą zaangażować się wszyscy: zarówno instytucje rządowe, samorządowe, służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo, organizacje pozarządowych, a także rodzice oraz sami kierowcy.
Dobre drogi są jednak najważniejsze. Dziękuję za uwagę.
Senator Czesław Ryszka