
28 posiedzenie Senatu, 4-5 marca 2009
Zmiana ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.
Panie Marszałku. Wysoki Senacie.
Projekt ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, nad którym debatujemy, ma objąć kontrolą prawną nowe substancje oraz rośliny wykorzystywane w produkcji tak zwanych dopalaczy, czyli środków o podobnym, jak tu mówiliśmy, działaniu jak narkotyki. Pojawiły się na rynku niedawno i oficjalnie sprzedawane są jakoby wyłącznie do celów kolekcjonerskich. Pomysłowość, a może należy powiedzieć wprost: spryt niektórych sprzedawców, jeśli chodzi o to, jak zarabiać na ludzkim nieszczęściu, nie ma granic. Po obejrzeniu w telewizji programu na ten temat nie mam złudzeń, że chodzi o działalność przestępczą, choć jak dotąd legalną.
Przypomnę, że zobaczyłem w tym programie jadący ulicą Piotrkowską w Łodzi terenowy, otwarty samochód z hostessami, które rozrzucały ulotki nowo otwartego sklepu z dopalaczami. Dudniła muzyka, auto skręciło w bramę naprzeciwko siedziby urzędu miasta, zatrzymało się pod szyldem: dopalacze.com. Następnie pokazano kolejkę młodocianych osób przed sklepem, choć żaden z nich nie chciał dziennikarzom powiedzieć prawdy, jak czuje się po kupnie i spożyciu substancji służącej rzekomo do kolekcjonowania.
Takich sklepów z psychoaktywnymi dopalaczami otwarto w Polsce kilkadziesiąt, a w nich, w oszklonych gablotach, w różnych pojemnikach, torebkach bogactwo doznań. Specjalne skale pokazują poziom śmiechu, zakręcenia, miłości, wyciszenia, wizji, jednym słowem, wszystkiego, czego można oczekiwać po zażyciu takiego towaru. Sprzedawcy wiedzą, że są to substancje niebezpieczne, nielegalne i nie do spożycia, dlatego oferują je wyłącznie do celów, tak jak tu powiedziałem, kolekcjonerskich. Oczywiście, że puszczają w tym momencie oko do klienta, wiedząc, że chodzi o przekręt prawny chroniący firmę przed odpowiedzialnością. Mimo że wewnątrz torebki czy ampułki jest angielska instrukcja, która jasno mówi, jak dawkować towar, władza nie potrafi sobie z tym obejściem prawa poradzić.
Na przykład kilka tygodni po otwarciu takiego sklepu w Łodzi prezydent miasta Jerzy Kropiwnicki złożył doniesienie do prokuratury o podejrzeniu łamania przez sklep ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Sprawa jest w toku, ale wszyscy czekają na naszą ustawę. W tym czasie urzędnicy miejscy sprawdzili możliwość wyrzucenia sklepu z zajmowanego lokalu, ale okazało się, że to prywatna własność. Przychodziły też kontrole policji, sanepidu i odchodziły z kwitkiem. Policja i inne służby nie znajdowały niczego nielegalnego, sanepid także, bo dopalacze nie są w Polsce rejestrowane jako żywność.
Podobnie rzecz ma się i w moim mieście, w Częstochowie. Zarząd dróg wyraził zgodę na wystawienie "koziołka" na chodniku przed sklepem z dopalaczami. Żadne kontrole nie wykazały nielegalności sklepu. Tymczasem kupując dopalacze, można przeczytać w sklepie pokrętną, choć zgodną z prawem informację, że firma: „Nie bierze żadnej odpowiedzialności za szkody prawne, fizyczne i moralne poniesione wskutek nieodpowiedniego wykorzystania zakupionych produktów. Wszystkie informacje zawarte w opisach i na opakowaniach produktów służą celom edukacyjnym bądź kolekcjonerskim i nie są zachętą do łamania prawa, a tym bardziej do spożywania produktów". Należy dopowiedzieć, że nie służą celom edukacyjnym, tylko oczywiście celom halucynogennym.
Skoro narkotykiem jest substancja uznana za nielegalną, to dlaczego inne substancje psychoaktywne są nadal legalne? Oczywiście ich legalność polega tylko na tym, że w sklepie z dopalaczami nie popełnia się przestępstwa w świetle przepisów ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, bo sprzedaje się produkty uznane za w pełni bezpieczne. Po prostu właściciele tych sklepów dobrze wiedzą, jak zgodnie z prawem ograć państwo, jak wykorzystać jego bezsilność. Ile osób, które trafią do takich sklepów, poprzestanie na słabszych dopalaczach? Ile sięgnie wkrótce po twarde narkotyki? Nie mam złudzeń co do tego, że środki pobudzające, o których mówimy, mogą być dla młodych wstępem do używania narkotyków. Ktoś spróbuje dopalacza, poczuje odlot, będzie chciał więcej i użyje czegoś mocniejszego.
Już kilka lat temu polscy naukowcy, badając wpływ substancji psychoaktywnych na zachowania ludzi, ostrzegali przed pojawieniem się na rynkach europejskich tych środków. Niestety, u nas te wypowiedzi zostały przemilczane przez media, a także pozostały niezauważone przez prawo. A tymczasem na przykład policjanci, widząc dziwnie zachowujących się kierowców, po zbadaniu ich alkomatem czy narkotestem opuszczają ręce. Zapewne obecnie będzie możliwość zbadania krwi takich osób pod kątem obecności omawianych tu środków i karania tych, którzy je zażywają.
Chciałoby się powiedzieć: szkoda, że prawo idzie dopiero za zjawiskami. Przykładowo Holendrzy wprowadzili zakaz w przypadku grzybków halucynogennych dopiero wówczas, gdy okazało się, że po ich zażyciu ludzie częściej popełniali samobójstwa. A przecież marihuana czy grzybki były wcześniej dokładnie przebadane, wiadomo było, czego się można spodziewać po zażyciu tych środków.
My też od początku wiedzieliśmy, jak działają substancje zawarte w dopalaczach. Ale dopiero teraz na to reagujemy. Cóż z tego, że w załączniku do ustawy znajduje się długa lista substancji nielegalnych, skoro zapewne dziś lub jutro zostaną wytworzone nowe środki, których na tej liście nie ma? I co? Znowu będziemy szybko nowelizować ustawę? Ile na to potrzeba czasu?
Jak sądzę, prawo nie może być jedyną formą regulacji w sprawach zagrożenia dla zdrowia i życia. Istnieją normy społeczne, odpowiedzialne ludzkie zachowania, kontrola rodzicielska, szkoła, która ma nie tylko kształcić, ale i wychowywać. Trzeba postawić na rozwój mądrych programów profilaktycznych i edukacyjnych, a nie instruktażowych, jakie spotyka się w internecie czy w niektórych podręcznikach w szkole. Należy współpracować z młodzieżą, pomóc jej zagospodarować wolny czas, organizować kulturalną rozrywkę, zajęcia sportowe.
I weźmy się wreszcie poważnie za tych, którzy handlują narkotykami i środkami odurzającymi.
Dziękuję za uwagę.
Senator Czesław Ryszka