
24 posiedzenie Senatu, 16-19 grudnia 2008
Stanowisko Senatu w sprawie ustawy budżetowej na rok 2009.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo!
Na początek kilka zdań dających upust emocjom, podobnie jak to uczynił minister finansów Jacek Rostowski. Słuchając jego wystąpienia, odniosłem wrażenie, że jestem na wiecu wyborczym Platformy Obywatelskiej. Takiej ideologii i tylu błędnych zarzutów skierowanych przeciwko prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, nie powstydziłyby się antypisowskie tabloidy.
Nie podzielam optymizmu ministra finansów w kwestii budżetu, ponieważ, jak sądzę, wypływa z jednego źródła, a jest nim czekający Polskę rok cudów. Proszę tylko, abyśmy na nie za długo nie czekali, ponieważ cierpliwość nie jest największą cnotą Polaków.
Trzeba uderzyć się w piersi i przyznać, że rząd mimo wszystko za długo nie liczył się z faktem światowego kryzysu ekonomicznego i jego wpływu na polską gospodarkę. Rząd być może – cytuję premiera – „z uwagą śledził to, co dzieje się na świecie”, ale moim zdaniem upierał się przy fałszywych założeniach wysokiego wzrostu PKB, przez co wprowadził w błąd między innymi samorządy, które w większości już pouchwalały budżety, mają nierealnie wysokie dochody, więc teraz będą musiały je oczywiście skorygować, zmieniać. Ale, jak ktoś tu powiedział, to nie jest żaden problem.
Gabinet premiera Donalda Tuska przez długi czas zachowywał się tak, jakby tego kryzysu nie dostrzegał i jakby nie widział, że nastąpi spadek dochodów budżetu państwa. Tymczasem ten kryzys był przewidywany, jak uważają specjaliści, dużo wcześniej, jeszcze w ubiegłym roku. Dzisiaj kryzys ogarnia już prawie cały świat i wszędzie powoduje recesję oraz spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego. Dlatego z całą pewnością dotknie on także nas. Widać to już po tym, jak banki ograniczają kredytowanie. Poza tym, jeśli ten kryzys na Zachodzie rozwinie się jeszcze bardziej, to przecież nasz eksport osłabnie, nasz dochód będzie o tyle mniejszy, o ile nasze przedsiębiorstwa zaczną zmniejszać produkcję i zwalniać ludzi. Ja tylko w moim mieście, w Czeladzi, zauważyłem, że jeden nieduży zakład już zwolnił sto osób.
Jak już mówiono, w budżecie zapisano wzrost PKB na poziomie 3,7% po zredukowaniu go z poziomu 4,8%, ale nawet tak skorygowany wskaźnik jest zbyt wysoki. Są prognozy mówiące o tempie rozwoju na poziomie nawet poniżej 1%. Oczywiście, że nie podzielam tak pesymistycznych prognoz, ale mimo wszystko rządowa prognoza jest jedną z najbardziej optymistycznych. Jak mówią eksperci, przewidywania, że dochody obniżą się tylko o 1,7 miliarda, są nierealne. Obawiam się, że będziemy mieli kilkanaście miliardów mniej pieniędzy w budżecie.
Niewiarygodne są założenia o dochodach z prywatyzacji, które mają wynieść ponad 12 miliardów zł. W sytuacji dramatu na światowych giełdach, byłaby to nieodpowiedzialna wyprzedaż majątku narodowego, pozbycie się kontroli państwa nad bezpieczeństwem energetycznym, bo jak pani minister powiedziała, prywatyzacja będzie dotyczyć głównie tego sektora. Już widzę, jak ogromne strajki odbędą w tych zakładach, gdy pracownicy dowiedzą się, że przyjdzie obcy, zagraniczny właściciel.
Minister finansów nazwał nowy budżet budżetem odpowiedzialności, który zapewnia Polsce pewność i stabilność oraz gwarantuje, że nie będzie żadnych zachwiań. W mojej ocenie i w ocenie wielu ekspertów, w ocenie opozycji, nie jest to budżet odpowiedzialności, ale jest to budżet antyrozwojowy, który nie zapewnia uruchomienia nowych inwestycji. Jest tylko zaciskanie pasa.
Dlaczego antyrozwojowy? Dlatego że nie zapewnia podtrzymania koniunktury gospodarczej. Wpłynie na to głównie założenie niskiego deficytu. To oznacza, że trudno będzie rządowi reagować na zaburzenia koniunktury przez zwiększenie wydatków budżetowych. Bo jeśli założenie ministra Rostowskiego co do PKB się nie sprawdzi, to oczywiście dochody budżetu będą mniejsze.
Zdaniem profesora Jerzego Żyżyńskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, próba utrzymania deficytu na niezmienionym poziomie jest poważnym błędem, ponieważ może doprowadzić do recesji, spowolnienia gospodarczego, a także, podobnie jak to było za czasów Leszka Balcerowicza, schłodzenia gospodarki. W sytuacji, jaką mamy, powinno się zwiększyć deficyt. Jest kwestią elementarnej wiedzy ekonomicznej, że w sytuacji spowolnienia wzrostu gospodarczego, w sytuacji kryzysu, deficyt należy zwiększać. Co bowiem oznacza sytuacja kryzysu? Przede wszystkim to, że ludzie i przedsiębiorstwa wydają mniej pieniędzy. Jeśli mniej wydają, to albo więcej oszczędzają, albo po prostu nie mają tych pieniędzy. W konsekwencji inwestycje nie rosną, wręcz przeciwnie, spadają. Wobec tego zadaniem państwa jest ściągnąć nadwyżkę od tych, którzy ją mają, bo właśnie te ściągnięte oszczędności pozwolą gospodarce się rozwinąć, pozwolą więcej wydać, przeznaczyć na wydatki budżetowe. Dlatego też w tej sytuacji należałoby zwiększać wydatki rządowe. Zmniejszanie deficytu, jak powiedziałem, jest poważnym błędem, bo spowoduje recesję i spowolnienie gospodarcze. Jedynie przewidywania co do poziomu inflacji mogą się sprawdzić, ponieważ w związku z tym, że spadają wydatki podmiotów gospodarczych, inflacja oczywiście wcale nie musi być wyższa. Spadnie jednak znowu prędkość obrotu pieniądza.
Już teraz obserwujemy słabnięcie bezpośrednich inwestycji gospodarczych. W 2008 r. były przewidywane inwestycje zagraniczne bezpośrednie na kwotę do 12 miliardów zł, ale na przyszły rok jest to już tylko 10 miliardów zł. W poprzednim roku było to 12 miliardów zł, a w 2006 r. - 15 miliardów zł. Widać w tym słabnięcie inwestycji gospodarczych. To też trzeba wziąć pod uwagę.
Kolejna sprawa. Zdaniem ekspertów budżet na 2009 r. podporządkowany jest utrzymaniu dyscypliny finansowej narzuconej przez Komisję Europejską i wprowadzeniu w Polsce jak najszybciej wspólnej waluty euro. Rząd forsuje euro, nie dostrzegając negatywnych skutków kryzysu finansowego, odczuwanego już przez blisko 20% Polaków. Dłuższe dochodzenie do strefy euro pozwoli na to, że majątki, majętność Polaków wzrośnie, a wtedy po prostu także po przeliczeniu na euro będziemy posiadali więcej pieniędzy. Trudności dotknęły już dzisiaj wielu firm, zapowiadają się właśnie zwolnienia pracowników, więc założenie zwiększonej konsumpcji w tych warunkach, w warunkach kryzysu finansowego, jest błędem. Na rynku pracy mogą też pojawić się osoby tracące pracę za granicą, które powiększą rzeszę bezrobotnych. Ludzie będą mniej kupować. Dlatego bardzo mi odpowiada sformułowanie byłej minister finansów Zyty Gilowskiej, która powiedziała, że rząd „jest beztroski jak Czerwony Kapturek”. Chodzi o to, że na dobrą sprawę nikt dzisiaj nie wie, ile toksycznych aktywów i jakie wirtualne kwoty są poupychane w bilansach różnych instytucji na świecie, jednak absurd polega na tym, że my dzisiaj płacimy za utratę pieniędzy wirtualnych prawdziwymi pieniędzmi z naszych podatków. Ktoś po prostu na tym po raz kolejny zbija kasę, robi kolejną fortunę.
Co więc należy uczynić? Była minister finansów proponuje, aby w sytuacji kryzysu gospodarki obniżać ceny, zmniejszać podatek, który jest w tych cenach, czyli podatek VAT. A tak się akurat składa, że VAT w Polsce należy do najwyższych w Europie, przecież minimalna stawka wymagana przez dyrektywę Unii Europejskiej wynosi tylko 15%. Prawo i Sprawiedliwość próbowało zmniejszyć tę stawkę o 3-4%. Właśnie teraz, kiedy mamy nadciągające duże spowolnienie gospodarcze, należałoby zmniejszyć te stawki z obecnych 22% do 18%.
Jeszcze kilka zdań o poprawkach. Jako senator z Częstochowy chciałbym prosić o poparcie kilku poprawek regionalnych. Między innymi chodzi mi o dofinansowanie rozbudowy i modernizacji budynku głównego Wydziału Inżynierii Mechanicznej Politechniki Częstochowskiej, o modernizację sieci elektroenergetycznej w tejże politechnice, o inwestycję termomodernizacyjną w budynku rektoratu Akademii imienia Jana Długosza w Częstochowie, która przymierza się do powstania uniwersytetu państwowego, o modernizację linii kolejowej Kielce - Zawadzkie na odcinku Żelisławice - Częstochowa. Chodzi o to, żeby ta inwestycja umożliwiła Częstochowie połączenie z Centralną Magistralą Kolejową. Kolejna poprawka dotyczy przebudowy drogi krajowej nr 1 w Częstochowie; chodzi tam o budowę wiaduktu na skrzyżowaniu Alei Jana Pawła II z DK1. Jeszcze inna poprawka dotyczy utworzenia w Częstochowie delegatury śląskiego oddziału IPN. Częstochowa zasługuje na to, aby ta instytucja była w mieście.
Chciałbym jeszcze prosić o poparcie przywrócenia Państwowej Inspekcji Pracy budżetu obciętego przez sejmową Komisję Finansów Publicznych. Skoro minister gospodarki zapowiadał, że będzie walczył z szarą strefą, to najlepszym sojusznikiem w tej walce jest właśnie Państwowa Inspekcja Pracy. Dziękuję za uwagę.
Senator Czesław Ryszka