Wystąpienie na konwersatorium „Aetatis nova, Częstochowa, 19 września 2008 r.

Ustawa o "przejęciu władzy w mediach publicznych"

Druk w książce zbiorowej:
Media publiczne – misja czy komercja? Ocena i cele, Częstochowa 2009, Biblioteka Niedzieli, s. 81-86.

Moi przedmówcy dokonali właściwej analizy i oceny projektowanej ustawy o mediach publicznych, dlatego jako polityk nie będę mówił o jej stronie merytorycznej, ale poruszę kilka wątków ogólniejszych.

Kto ma media, ten ma władzę – to już truizm, ale jakże wymowny. Prawda jest taka, że politycy będą zawsze walczyć o kontrolę nad mediami publicznymi, bo to najlepszy sposób na rządzenie oraz reelekcję. Tak postępowała i postępuje każda partia rządząca. Jest tylko kwestia podstawowa: należy zrobić to roztropnie, bez zniszczenia fundamentów mediów publicznych, czyli ich zadań misyjnych.

Zarzucano Prawu i Sprawiedliwości, że w 2005 r. dokonał „skoku” na media publiczne, nawet padło określenie, że była to „nocna zmiana”, czyli że był to swego rodzaju zamach stanu. Chciałbym zaprotestować przeciw temu uproszczeniu, ponieważ praca nad ustawą trwała miesiąc, tylko głosowanie nad nią przeciągnęło się do nocy. Poza tym PiS zmienił jedynie Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, w ten sposób doprowadził do dymisji prezes Danuty Waniek z SLD, co było konieczne, ponieważ w najbliższym czasie miały zostać wybrane rady nadzorcze i zarządy publicznego radia i telewizji na nową kadencję. Gdyby nie zmieniono członków KRRiT, w publicznych mediach za rządów koalicji Pis–LPR i Samoobrona pozostałby stary układ SLD-owsko-PSL-owsko-Platformerski.

Niestety, to, co wyczynia z publicznymi mediami Platforma Obywatelska z PSL-em, woła o pomstę do nieba. Najpierw w zawetowanej przez prezydenta ustawie niemal wszystko miało być podporządkowane prezesowi Urzędu Komunikacji Elektronicznej, wybieranemu przez premiera. W tej sytuacji Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji pozostałaby jedynie atrapą. Także blady strach padłby na media społeczne, np. Radio Maryja, któremu prezes UKE mógłby z jakiegoś powodu odebrać koncesję.

W tej ustawie PO próbowała również podjąć próbę prywatyzacji drugiego kanału publicznej telewizji, natomiast „Trójkę” miała przekazać samorządom wojewódzkim. „Jedynka” pozostałaby kanałem quasi-rządowym, tracąc w przyszłości znaczenie, a w konsekwencji odbiorców i reklamodawców. A trzeba dodać, że obecnie publiczna telewizja ma największą oglądalność oraz największy udział w reklamach (2,3 mld zł rocznie). Czy tych pieniędzy z reklam emitowanych w mediach publicznych PO nie obiecała mediom prywatnym? Weto prezydenta do tej ustawy okazało się skuteczne.

Nie mając przyzwolenia społecznego na scenariusz prywatyzacji i podziału, PO postanowiła w inny sposób zniszczyć media publiczne. Tym razem wespół z koalicyjnym PSL-em oraz Lewicą opracowano nową ustawę o usługach medialnych, która od 1 stycznia 2010 r. likwiduje abonament radiowo-telewizyjny, a także wprowadza niemal całkowitą zależność finansowania mediów publicznych z budżetu państwa. Dopowiem, że stało się to wbrew sprzeciwom środowisk twórczych, wbrew doświadczeniom krajów Unii Europejskiej, które w ostatnich latach najpierw abonament likwidowały, a następnie go przywróciły. Jednym słowem, Polska idzie najgorszą drogą. Dlaczego? Aby położyć rękę na dotowaniu mediów publicznych. Czyli, ten kto będzie posłuszny rządzącym, otrzyma pieniądze z projektowanego Funduszu Zadań Publicznych, podległego Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Śmiem twierdzić, że prawdziwym celem likwidacji abonamentu jest pozbawienie obywateli bezpośredniego i osobistego wpływu na media publiczne. Kto płacił, mógł wymagać, krytykować, dochodzić swoich praw. Teraz rząd powie obywatelom: wara, my płacimy, my rozliczamy. Brak abonamentu oznacza, że kontrolę nad mediami przejmuje państwo.

Jest jeszcze jeden ważny problem, czy nawet nie najważniejszy: wspomniany fundusz będzie rodzajem pomocy publicznej. Tymczasem Komisja Europejska bardzo skrupulatnie bada pomoc publiczną. Ustawa bezspornie wymaga notyfikacji w Komisji Europejskiej. Równocześnie ustawa w obecnej, blankietowej formie nie pozwala na jej notyfikację w Komisji Europejskiej. Nowy system finansowy nie wejdzie w życie jeszcze bardzo długo, a stary (abonamentowy) zostanie zlikwidowany. Czyli w 2010 r. media publiczne nie otrzymają żadnej pomocy publicznej, ponieważ gdybyśmy ją przekazali bez notyfikacji, publiczną telewizję i radio w Polsce może spotkać los polskich stoczni.

Argumentem za zmianami w ustawie medialnej jest odpolitycznienie mediów publicznych. Jak ono wygląda w projektowanej ustawie? Fundusz Zadań Publicznych ma być zarządzany przez trzyosobową radę powierniczą, złożoną z „osób o wybitnej wiedzy z zakresu finansów publicznych”, ale powoływanych przez Sejm, czyli przez polityków rządzących w danej kadencji. Z kolei nadzór programowy nad realizacją licencji ma sprawować Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, którą także powołuje Sejm, czyli znów doraźna polityczna większość. A nad tym wszystkim nadzór sprawować będzie Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego – czyli członek rządu. Tak wygląda odpolitycznienie mediów według PO.

Krótko mówiąc, nowy pomysł Platformy na media publiczne będzie skutkował podporządkowaniem ich koalicji rządzącej, co więcej, z pieniędzy publicznych będą też „nagradzane” media prywatne – co wygląda na spłacanie długu mediom komercyjnym za nieustanny atak na PiS w minionych dwóch latach, a także i obecnie.

Nowa ustawa w sposób zasadniczy marginalizuje i zmienia starą ustawę z 1992 roku. Konkretnie ust. 2 art. 21 ustawy o radiofonii i telewizji, uchylony tym projektem, stanowi, że m.in. misja publiczna radiofonii i telewizji powinna „(…) służyć rozwojowi kultury, nauki i oświaty, ze szczególnym uwzględnieniem polskiego dorobki intelektualnego i artystycznego, respektować chrześcijański system wartości, za podstawę przyjmując uniwersalne zasady etyki, służyć umacnianiu rodziny, służyć kształtowaniu postaw prozdrowotnych, zwalczaniu patologii społecznych”.

W zamian proponuje się m.in. następujące kryteria misji mediów publicznych: wspieranie budowy społeczeństwa obywatelskiego oraz kultury demokratycznej; ukazywanie bogactwa tradycji oraz współczesnej kultury polskiej, kultury europejskiej i kultury światowej; wspieranie aspiracji kulturowych mniejszości etnicznych zamieszkujących terytorium Rzeczypospolitej Polskiej; przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na rasę, narodowość, wyznanie, płeć, orientację seksualną; propagowanie integracji europejskiej; propagowanie praw człowieka; budowę i eksploatację stacji nadawczych. Zamiana odniesienia do zbudowanej na fundamencie chrześcijaństwa tradycji kultury europejskiej na eurokratyczną, zideologizowaną nowomowę jest charakterystyczna i wpisuje się w administracyjnie narzucaną przez instancje europejskie dechrystianizację naszego kontynentu.

Podobnie jak poprzedni projekt ustawy medialnej, tak i kolejny – tym razem dotyczący ustawy o zadaniach publicznych w dziedzinie audiowizualnych usług medialnych, powinien spotkać się ze społecznym sprzeciwem. To jest dalsze niszczenie mediów publicznych, bez próby zreformowania ich. Ta ustawa powinna nosić nazwę „o przejęciu władzy w mediach publicznych”.

To prawda, że istnieją zastrzeżenia do mediów publicznych, z pewnością nie wypełniają one dobrze zadań misyjnych, ale czy spełnią to projektowane zmiany organizacyjne, które zakładają, że oddziały TVP zostaną przekształcone w spółki prawa handlowego? Od mieszania herbaty nie stanie się ona słodsza.

Co o tym wszystkim sądzić? Ktoś słusznie określił nadchodzące zmiany jako powrót radiokomitetów. Broniąc zmian, Platforma odpowiada, że odpolitycznieniu mediów publicznych będą służyć konkursy i rekomendacje artystyczne na stanowiska. To tylko słowa, ponieważ w przypadku rad nadzorczych mediów publicznych konkursy i rekomendacje są od dawna i absolutnie nie dają gwarancji odpolitycznienia mediów. Obecnie w tych konkursach organizowanych przez PO wygrywa kandydat PO, a jeśli zdarzy się, że wygrywa inny kandydat, to konkurs powtarza się, żeby wygrał kandydat Platformy. Tak było np. z wyborem rady nadzorczej Polskiej Agencji Prasowej, oczywiście z konkursu. Jej skład został wybrany dokładnie wedle klucza partyjnego: Jerzy Domański związany jest z lewicą, Krzysztof Andracki z Platformą Obywatelską, a Lidia Żebrowska z PSL-em. Nikt nie powinien się temu dziwić, skoro marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, jeden z najważniejszych polityków PO, powiedział, że „jest rzeczą normalną, że w tego rodzaju mediach powinien znaleźć odzwierciedlenie w stopniu maksymalnie możliwym pluralistyczny kształt sceny politycznej, bo tym się przecież PAP zajmuje”.

Odpolitycznienie mediów według partii rządzącej jest czystą fikcją. Dlatego jedyny, ale i główny cel tej i wcześniej proponowanych przez PO ustaw medialnych, to opanowanie telewizji i publicznego radia, a także podporządkowanie sobie rynku mediów komercyjnych. Nie mam co do tego żadnych złudzeń.

Czesław Ryszka