Niedziela sosnowiecka nr 44/2009

Przez życie z o. Pio

Z Czesławem Ryszką, dziennikarzem, pisarzem, senatorem RP rozmawia Agnieszka Lorek

AGNIESZKA LOREK: - Jest Pan auto­rem wielu książek, także o świętych i błogosławionych. W ostatnim cza­sie ukazał się drukiem„Alfabet Ojca Pio"- owoc wieloletnich zaintereso­wań osobą i posłannictwem Świę­tego Stygmatyka, a także Pańskich podróży do San Giovanni Rotondo. Kiedy i w jakich okolicznościach zaczęła się Pana przygoda ze Świę­tym z Pietrelciny?

CZESŁAW RYSZKA: - Kiedy w 1967 r. żył jeszcze Ojciec Pio, należałem do tych, którzy z nie­go kpili. Drwiłem wówczas m.in. z pewnego przełożonego w akade­miku, że posiada dar bilokacji jak Ojciec Pio: potrafi być wszędzie, gdzie zaczynała się jakaś draka. Pamiętam jednak, że mówiąc to, czułem się trochę nie w porządku, bo w głębi serca wierzyłem, że aura cudowności otaczająca Ojca Pio jest prawdziwa. Przecież nie można twierdzić, że tysiące osób czy to uzdrowionych, czy nawró­conych w San Giovanni Rotondo było ofiarami złudzenia!

- W 1981 r. po raz pierwszy zoba­czył Pan San Giovanni Rotondo, a w nim słynny klasztor, w którym przez większą część życia przebywał Ojciec Pio. Z jakimi nastrojami jechał Pan do tego miejsca?

- Jechałem z nadzieją, że na miejscu przekonam się o wszystkim, co przeczytałem w książkach. Nie zawiodłem się. Mimo że upły­nęło kilkanaście lat od śmierci Zakonnika, to przybywało osób uzdrowionych za jego przyczyną, wspólnot modlitewnych, pielgrzy­mów przy jego grobie, ukazały się również drukiem jego listy. Czytając te listy, byłem zdumiony mądrością Ojca Pio-, ileż w nich powoływania się na Pismo Święte, jaka doskonała znajomość prawd ewangelicznych! Po tej wyprawie zrozumiałem, że mądrość Ojca Pio nie zasadzała się na samej wiedzy, nie powstała jako synte­za przeczytanych cudzych myśli, ale płynęła z oddziaływań Boga, dlatego jego wskazania i rady były bezbłędne, miały wręcz proroczy charakter. Jego korespondencję cechuje ogromna życzliwość wobec osób, do których te rady były skierowane.

- Wrócił Pan do kraju i zaczęły powstawać kolejne artykuły o Ojcu Pio. Jak zareagowali na tę zmianę koledzy dziennikarze?

- Skwitowali je słowami: „Nie­szczęsny, ty także wpadłeś w sidła tego szarlatana". Nie wiem, czy wpadłem czy nie, ale wkrótce pisanie książki o Ojcu Pio stało się swoistą przygodą. Odczuwając jakby wewnętrzny sprzeciw wobec aż tylu „cudownych" faktów, myślałem sobie, że nie wszystkie należy łączyć ze sferą nadprzyro­dzoną. Ale po czasie, kiedy sam na sobie odczułem wyraźnie „rękę" Ojca Pio, nabrałem nieco więcej pokory.

- Potem były kolejne pielgrzymki do San Giovanni Rotondo...

- Zgadza się, zarówno przed, jak i po kanonizacji Zakonnika odwiedzałem to święte miejsce. Jedną z nich odbyłem na uroczy­stość poświęcenia nowoczesnej świątyni pw. Św. Ojca Pio. Obec­nie nowym impulsem dla rozwoju kultu Ojca Pio stała się, po 25 latach od śmierci, jego ekshuma­cja: wystawienie ciała na widok publiczny. Tylko w pierwszych dwóch miesiącach od tego faktu, w maju i czerwcu 2008 r., przy­było do San Giovanni Rotondo milion pielgrzymów. Z tej również okazji przygotowałem wydanie książki, która nieco różni się od wcześniejszej „Winnicy Padre Pio". Publikacja pt. „Alfabet Ojca Pio" została bowiem ułożona według alfabetycznej listy osób bliskich i znanych Ojcu Pio, nierzadko „pokonanych" przez niego. Sta­rałem się przy tym, aby ukazać w różnych aspektach niezwykłe posłannictwo Świętego z Pie­trelciny, jego ogromny wpływ na przedstawione przeze mnie osoby, a pośrednio - na ducho­wość milionów ludzi.

- Rozpoczęta przed wieloma laty Pana przygoda z o. Pio trwa...

- fo o. Pio jest tym, który mnie upomina i potrafi dać nawet pstryczka w nos. Jest to dla mnie sygnał, że znalazłem się w sytuacji granicznej i trzeba głębiej zastanowić się nad swoim życiem. Obrazek o. Pio jest oczy­wiście w moim pokoju sejmowym, kilka wizerunków Świętego znaj­duje się w naszym rodzinnym domu. Nieustannie odczuwam Jego obecność w życiu osobistym i zawodowym, a także polecam wszystkich ludzi w trudnych sytuacjach mojemu ulubionemu Świętemu z Pietrelciny.