Wykład wygłoszony 21 kwietnia 2009 roku na konferencji zorganizowanej przez WOM w Częstochowie, Akcję Katolicką oraz Instytut Teologiczny w Częstochowie.

Prawa dziecka dawniej i dziś

Szanowni Państwo. Nieco zmodyfikowałem mój temat, który według organizatorów miał dotyczyć wyłącznie praw dziecka w historii. Doszedłem do wniosku, że byłby to wykład martwy, zbyt nużący, pełen wyliczanek o organizacjach i stowarzyszeniach, które w minionych stu latach dostrzegły odrębność oraz specyfikę dzieciństwa. Przypomnę, że wcześniej, a dokładnie do połowy XIX wieku uważano, iż dziecko jest niejako zadatkiem na człowieka, kimś wymagającym obróbki w procesie surowego wychowania. Stąd dziecko do tego czasu podlegało absolutnej władzy ojca.

Od kiedy dokładnie zaczęło się coś w tej materii zmieniać? W literaturze przedmiotu przytacza się przypadek 8-letniej Mary Elen Wilson z Baltimore w Stanach Zjednoczonych, która była systematycznie bita przez matkę. Pomocy udzielili jej członkowie lokalnego oddziału stowarzyszenia przeciwdziałania okrucieństwu wobec zwierząt. Był to rok 1874, a zarazem początek ruchu na rzecz pomocy dzieciom. Wkrótce powstało w USA ponad 200 różnych, lokalnych stowarzyszeń mających na celu ochronę dzieci przed przemocą, wyzyskiem, okrucieństwem, poniżającym traktowaniem, opuszczeniem, demoralizacją. W 1892 roku powstało w USA Międzynarodowe Stowarzyszenie Opieki nad Dzieckiem. Podobne stowarzyszenia zaczęły działać również w Europie. Dla przykładu, w 1919 roku powstały w Anglii i w Szwecji działające do dziś organizacje chroniące dzieci „Save the Children”. To w tym czasie sformułowano w prawie pojęcie: „ochrona dzieciństwa”, które rozumiano jako działania państwa, samorządów i organizacji społecznych dla zapewnienia dziecku niezbędnych warunków do prawidłowego rozwoju. Tym samym dziecko zostało uznane za pełnowartościowego, aczkolwiek niedojrzałego człowieka, za istotę ludzką, której przynależą prawa.

Po raz pierwszy prawa dziecka wyliczono i nazwano w „Deklaracji Genewskiej”, przyjętej przez Ligę Narodów w 1924 roku. W jej treści zaznaczono m.in., że dziecku powinno się dać możność normalnego rozwoju fizycznego i duchowego, zapewnić pożywienie, pielęgnację, opiekę i pomoc.

Prawny następca Ligii Narodów, Organizacja Narodów Zjednoczonych, a dokładniej Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych przyjęło w 1959 roku „Deklarację Praw Dziecka”, dokument, który wyznaczał - bardziej szczegółowe niż „Deklaracja Genewska” - kierunki ochrony prawnej dziecka ze strony państwa. Oczywiście, nie był to akt obligujący państwa do jego pełnego przestrzegania, ponieważ nie wprowadzał mechanizmu kontroli. Warto jednak przywołać 10 zasad Deklaracji Praw Dziecka, ponieważ wszystko, co później powstało, opierało się na tej ONZ-towskiej deklaracji. Są to następujące zasady:
1. prawa zawarte w Deklaracji dotyczą wszystkich dzieci bez żadnego wyjątku;
2. dziecko musi korzystać ze szczególnej ochrony prawnej;
3. wszystkie dzieci mają prawo do nazwiska i obywatelstwa bez względu na urodzenie;
4. wszystkie dzieci powinny mieć zapewnione warunki do życia i możliwość korzystania z opieki socjalnej;
5. dzieci niepełnosprawne powinny być otoczone szczególną troską i opieką;
6. dzieci do harmonijnego rozwoju potrzebują miłości i zrozumienia; powinny wychowywać się i wyrastać głównie pod opieką swoich rodziców;
7. każde dziecko ma prawo do nauki; nauka powinna być bezpłatna i obowiązkowa przynajmniej w zakresie szkoły podstawowej;
8. dzieciom przysługuje pierwszeństwo do wszelkiej ochrony i pomocy, szczególnie we wszystkich sytuacjach katastrofalnych i w czasie wojny;
9. dorośli mają obowiązek chronić dziecko przed zaniedbaniem, okrucieństwem i wyzyskiem;
10. dzieci powinny być wychowywane w duchu pokoju, braterstwa, zrozumienia, tolerancji i przyjaźni między narodami.

Obecnie katalog prawnomiędzynarodowej ochrony praw dziecka tworzą nie tylko dokumenty wyraźnie dotyczące praw dzieci, ale również dokumenty ogólne zawierające postanowienia, które pośrednio lub bezpośrednio odnoszą się do dzieci. Tylko je wyliczę, nie sposób bowiem ich dokładnie omówić. Należą do nich m.in.:
1. Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, uchwalona przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 1948 r.;
2. Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (była to inicjatywa państw zachodnioeuropejskich, przyjęta przez Radę Europy, weszła w życie w 1953 r.);
3. Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych, przyjęty rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 1966 r.;
4. Międzynarodowy Pakt Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych, przyjęty rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 1966 r.;
5. Europejska Karta Socjalna, inicjatywa członków Rady Europy, weszła w życie w 1965 r.;
6. Konwencje Międzynarodowej Organizacji Pracy;
7. Konwencje, Rekomendacje i Zalecenia Rady Europy.

Najpełniejszy wyraz uznania podmiotowości i praw dziecka zawiera „Konwencja o prawach dziecka ONZ”, uchwalona przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych 20 listopada 1989 roku. Konwencja weszła w życie 2 września 1990 roku. Nazywana jest światową konstytucją praw dziecka. Do 2002 r. ratyfikowały ją 192 państwa; ciekawostka - np. USA podpisały konwencję, ale dotychczas jej nie ratyfikowały.

„Konwencja o Prawach Dziecka” jest pierwszym dokumentem międzynarodowym dotyczącym dzieci, który zawiera bardzo szeroki katalog praw uwzględniający prawa i wolności osobiste dziecka. Przede wszystkim zaś wprowadza swoisty mechanizm kontroli – obowiązek państw-stron do systematycznego składania sprawozdań z wykonywania Konwencji (art. 44).

Krótko należy wspomnieć, że „Konwencja” ustanawia status dziecka oparty na czterech istotnych założeniach:
1. dziecko jest samodzielnym podmiotem, ale ze względu na swoją niedojrzałość psychiczną i fizyczną wymaga szczególnej opieki i ochrony prawnej;
2. dziecko jako istota ludzka wymaga poszanowania jego tożsamości, godności i prywatności;
3. rodzina jest najlepszym środowiskiem wychowania dziecka;
4. państwo ma wspierać rodzinę, a nie wyręczać ją w jej funkcjach.

„Konwencja” nazywana jest światową konstytucją praw dziecka, jest dokumentem prawnym, który zawiera najszerszy katalog praw dzieci. Katalog sformułowano kierując się następującymi zasadami:
1. zasadą dobra dziecka;
2. zasadą równości (wszystkie dzieci są równe wobec prawa bez względu na pochodzenie, płeć, narodowość, itd.);
3. zasadą poszanowania praw i odpowiedzialności obojga rodziców (państwo respektuje autonomię rodziny i ingeruje tylko w szczególnie uzasadnionych przypadkach według określonych procedur);
4. zasadą pomocy państwa (państwo zobowiązane jest do podejmowania wszelkich działań ustawodawczo-administracyjnych dla realizacji praw uznanych w konwencji).

Niezwykle obszerny katalog praw dzieci obejmuje prawa cywilne, socjalne, kulturalne, polityczne i z założenia w niewielkim zakresie uwzględnia prawa ekonomiczne. Nie mamy miejsca, aby szczegółowo te prawa omówić.

Warto wspomnieć, że w niespełna rok po uchwaleniu „Konwencji o prawach dziecka” odbył się wrześniu 1990 roku w Nowym Jorku Światowy Szczyt w Sprawach Dzieci. Uczestniczyli w nim przedstawiciele rządów kilkudziesięciu państw. Polskę reprezentował ówczesny premier Tadeusz Mazowiecki. Przyjęto na nim plan działań do 2000 roku, plan, który miał ułatwić realizację deklaracji w sprawach dzieci, ich przeżycia, ochrony i rozwoju. Do roku 2000 zobowiązano państwa do:
- obniżenia wskaźnika śmiertelności niemowląt i dzieci do lat 5;
- obniżenia wskaźnika śmiertelności matek wskutek powikłań okołoporodowych;
- obniżenia wskaźnika niedożywienia dzieci;
- powszechnego dostępu do bezpiecznej wody pitnej i środków sanitarnych;
- obniżenia analfabetyzmu wśród dorosłych, w szczególności kobiet;
- powszechnego dostępu do oświaty;
- ochrony dzieci w sytuacjach konfliktów zbrojnych.

Po pięciu latach obowiązywania wspomnianej „Konwencji”, Rada Europy opublikowała w 1995 roku dokument pod nazwą „Europejska strategia na rzecz dzieci”, która nakreśliła modelowy zakres ochrony prawnej dziecka, obowiązujący w państwach członkowskich. Ciekawostką w tym dokumencie jest wezwanie do przyjęcia tzw. „nowego spojrzenia” na dziecko, konkretnie chodzi o uznanie, iż dziecko jako jednostka ludzka posiada własne prawa i własną odpowiedzialność, chce i jest w stanie aktywnie uczestniczyć w życiu rodziny i życiu społecznym. Konsekwencją tego „nowego spojrzenia” na dziecko było poszerzenie uprawnień przyznawanych dzieciom w oparciu o następujące zasady:
1. Dzieci jako obywatele dzisiejszych społeczeństw oraz przedstawiciele społeczeństw w przyszłości mają prawa, które są zasadnicze dla ochrony i zabezpieczenia najlepszych warunków ich pełnego rozwoju;
2. Prawa te są niepodważalne i powszechne. Przynależą wszystkim dzieciom na świecie, bez żadnej dyskryminacji, bez względu na płeć, rasę, niepełnosprawność, religię, status prawny lub kulturę, etc;
3. Dzieci są pełnoprawnymi obywatelami posiadającymi prawa i odpowiedzialność. Poglądy dzieci muszą być wysłuchane i rozważone w podejmowanych decyzjach, które je dotyczą;
4. Najlepszy interes dzieci musi stanowić wiodącą zasadę wszystkich działań dotyczących dzieci pośrednio lub bezpośrednio;
5. Ze względów etycznych i praktycznych należy podjąć takie działania, aby prawa dziecka były respektowane również poza Europą.

Niejako wraz z opracowaniem „Europejskiej strategii na rzecz dzieci”, Komitet Ekspertów ds. Prawa Rodzinnego Rady Europy opracował w 1996 roku „Europejską konwencję o wykonywaniu praw dzieci” (Convention on the Exercise of Children's Rights). Polska ratyfikowała tę konwencję w 1997 roku. Konwencja podkreśla rolę rodziców w ochronie praw i dobra dzieci, uznaje również, iż w przypadku konfliktu rodzinnego pożądana jest próba osiągnięcia porozumienia wewnątrz rodziny w drodze mediacji, zanim sprawa zostanie przedstawiona do rozstrzygnięcia organowi sądowemu. Ponadto podkreśla ona osobiste prawo dziecka do uzyskania pełnych informacji o sprawie go dotyczącej oraz gwarantuje dziecku możliwość wyrażenia własnego stanowiska bezpośrednio, albo za pośrednictwem pełnomocnika.

Dodam, że w 2001 r. Sejm realizując założenia „Konwencji o prawach dziecka ONZ” powołał Rzecznika Praw Dziecka. Miałem przyjemność jako poseł uczestniczyć w tej inicjatywie.

To tyle uwag historycznych o ewolucji prawnej ochrony dziecka, wypracowywanej przez społeczność międzynarodową w ciągu ostatnich ponad stu lat. Tyle teorii, a teraz kilka refleksji o respektowaniu praw dziecka w polskiej i europejskiej rzeczywistości na kanwie uchwalanych ustaw.

Niedawno Sejm uchwalił ustawę oświatową, prezydent ją zawetował, ostatecznie Sejm głosami koalicji wespół z SLD odrzucił weto prezydenta do tej ustawy. Co się wydarzyło. Otóż w „Konwencji o prawach dziecka” ONZ, a także w polskiej Konstytucji jest mowa o tym, że państwo jest odpowiedzialne za system edukacji i przepisy regulujące jego funkcjonowanie. Prezydent zawetował ustawę oświatową, ponieważ ministerstwo edukacji bez porozumienia z rodzicami zapędziło 6-latki do szkoły, a ponadto zrezygnowało z bardzo wielu kompetencji wobec szkół, dyrektorów, nauczycieli, programów nauczania, przekazując kompetencje kuratorów do samorządów lub organizacji społecznych, a także w ręce osób prywatnych (kompletnym absurdem jest zapis w ustawie, że dyrektorem szkoły może zostać osoba, która nie ma kwalifikacji pedagogicznych). Krótko mówiąc, ta ustawa jest niezgodna z „Konwencją o prawach dziecka”, z polską konstytucją, ponadto pogwałciła prawa rodziców do decydowania o swoich dzieciach oraz prawa dzieci do normalnego dzieciństwa. Nie wypowiadam się na temat programów oraz lektur, okrojonych w rozporządzeniach ministra edukacji, odrzucających m.in. wielką literaturę polską, zaniedbujących wychowanie młodych Polaków do patriotyzmu.

Kolejnym problemem jest przejaskrawienie przemocy w rodzinie. Rzekome badania wykazują, że połowa polskich rodziców bije dzieci. Do Sejmu wpłynął już projekt ustawy walczącej z przemocą w rodzinie. Wobec różnych wynaturzeń i patologii jest to działanie zrozumiałe i oczywiste, natomiast jakimś absurdem jest powoływanie instytucji, do której dziecko będzie mogło zaskarżyć rodzica za danie mu przysłowiowego klapsa. Dodam, że także Rzecznik Praw Dziecka złożył w Sejmie projekt ustawy o całkowitym zakazie klapsa, a także zaproponował całkowity zakaz, cytuję „stosowania przemocy psychicznej naruszającej godność małoletniego”. Wkrótce może się okazać, że awantura ze strony ojca lub matki za źle ułożoną szczoteczkę do zębów lub nie wyczyszczone buty zostanie uznana za przemoc psychiczną, ponieważ w opinii ustawodawcy dziecko staje się niewolnikiem, odbiera mu się wolność. Niedługo „przestępstwa” rodziców, którzy karcą dzieci za nieposprzątany pokój, rozrabianie na lekcjach itp. skończą się dla nich tragicznie: najłagodniej odebraniem praw rodzicielskich. Krótko mówiąc, jeśli pójdziemy konsekwentnie tą drogą rozumowania, do przemocy psychicznej możemy zaliczyć wszelkie kary typu zakaz oglądania telewizji, korzystania z internetu itp. Rodzic będzie mógł tylko prosić o posłuszeństwo, natomiast pozbawiony będzie wszelkiej władzy. Jednym słowem, jeśli klaps lub podniesiony głos rodzica na swoje dziecko jest patologią, to sto procent rodzin w naszym kraju jest patologicznych, a także że sama instytucja rodziny jest zła z natury. Dalej już nie wyciągam wniosków, poza tym jednym: ktoś posługując się dziećmi, walczy z rodziną. Ktoś podżega młode pokolenie do buntu przeciwko dorosłym.

A kto? Otóż w nowej strategii unijnej na rzecz praw dziecka jest mowa o „alternatywnych strukturach rodzinnych”. Pod tym eufemizmem kryje się nic innego jak wszelkiej maści nieformalne związki, począwszy od konkubinatów, skończywszy zaś na związkach homoseksualnych. W kilku państwach są już ustawy, które oddają dzieci w adopcję wynaturzonym parom osób homoseksualnych, które chcą się nazywać małżeństwem. Wprowadzanie dzieci w podobne relacje zrodzi trudne do wyobrażenia patologie.

Należy tu wskazać na przewrotność unijnych regulacji. Z jednej strony tworzy się zapisy dające dzieciom olbrzymie znaczenie prawne, z drugiej strony - wyroki Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu orzekając o przyznaniu lesbijkom i homoseksualistom prawa do adopcji dzieci, pozbawiają dzieci prawa do życia w naturalnej rodzinie. Stąd pytanie: czy współczesne parlamenty mają prawo uchwalać ustawy krzywdzące dzieci? Przecież każde dziecko ma prawo urodzić się i żyć w rodzinie złożonej z matki i ojca - mężczyzny i kobiety. Nikt nie może go tego prawa pozbawić.

Tu można przypomnieć, że odbyła się w Sejmie debata wokół Konwencji Rady Europy w sprawie kontaktów z dziećmi. W naszym kraju nakaz ochrony dobra dziecka jest fundamentalną zasadą polskiego prawa rodzinnego, tymczasem konwencja w sprawie kontaktów z dziećmi tego nie przewiduje. Prezydent zawetował więc ratyfikację tej konwencji Rady Europy, wskazując, iż polskie sądy musiałyby przyjmować wyroki obcych państw, nawet jeśli wiedziałyby, że są one złe dla dzieci. Chodzi o obawę co do możliwości rzeczywistej realizacji dobra dzieci, ponieważ obok pozytywnych skutków mogą wystąpić także efekty niekorzystne dla więzi rodzinnych. Zagrożenia niesie zwłaszcza zapis art. 15 konwencji, z którego wynika, iż polski sąd nie może dokonywać merytorycznej oceny wyroku sądu innego kraju, nawet jeżeli posiada informacje, iż przyjęcie tego orzeczenia jest złe dla dziecka. Obawy o dobro dziecka budzi także art. 5, mówiący o prawie dziecka do utrzymywania kontaktów z osobami, z którymi ma ono „inne związki rodzinne”. O jakie inne rodzinne związki z dzieckiem chodzi? Zapewne chodzi o kontakt z nowym partnerem jednego z rodziców, a może to być osoba tej samej płci. Gdyby sąd unijny to orzekł, polski sąd nie mógłby tego zmienić.

Trzeba również dodać, że konwencję ratyfikowało zaledwie 6 państw, na ponad 40 członków Rady Europy. Wiele państw podnosi wobec niej poważne wątpliwości merytoryczne i nie chce się zgodzić na jej przyjęcie. Dlatego ratyfikowanie konwencji nie jest w tym momencie potrzebne i należy poczekać na decyzje Unii Europejskiej, m.in. dlatego że według opinii prawnych, przyjęcie konwencji może stanowić naruszenie unijnego prawa.

Głosami koalicji oraz lewicy weto prezydenta zostało odrzucone, tym samym prawa dziecka do życia w normalnej rodzinie mogą zostać naruszone.

Kolejny problem, jakże ważny w aspekcie praw dziecka, to temat zabijania dzieci nienarodzonych. W 116 krajach świata jest ustawa dopuszczająca taką zbrodnię. W Europie średnio co 27 sekund ginie dziecko w wyniku aborcji. W Wielkiej Brytanii aborcji dokonuje się nawet u dziewczynek poniżej 12 roku życia. W Polsce niedawno 14-letnia Agata z Lublina chciała urodzić, ale wrzawa feministek doprowadziła ją do zmiany decyzji, w konsekwencji dziecko zabiło dziecko.

Niebezpieczeństwo dla życia dziecka poczętego wiąże się także z praktyką tak zwanej diagnozy prenatalnej. Te badania - pożyteczne w przypadku wykrycia chorób, które są uleczalne - w przypadku, gdy zachodzi podejrzenie o chorobę nieuleczalną, oznaczają śmierć dziecka (96 proc. kobiet, które dowiedziały się o wykryciu choroby Downa, żąda aborcji). Jednym słowem, sprawdzanie czy dziecko będzie „normalne”, nie jest więc czymś etycznie neutralnym.

Także praktyka sztucznego zapłodnienia in vitro rodzi wiele problemów - i to z punktu widzenia medycznego, nie mówiąc już o aspekcie etycznym. Kliniki in vitro reklamują się, że oferują możliwość posiadania dziecka odpowiadającego wszelkim życzeniom i wymaganiom rodziców. To już jest zwyczajne produkowanie dzieci, gdzie tu jest miejsce na prawa dziecka, na zachowanie jego godności.

Nowo przyjęta strategia unijna na rzecz praw dziecka wydaje się tylko z pozoru dokumentem wartościowym. Dobrze, że porusza tak aktualne problemy, jak uzależnienia, przemoc oraz wykorzystywanie seksualne. Wskazuje także na inne patologie oraz metody walki z nimi. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się zmierzać do zagwarantowania dzieciom optymalnych warunków rozwoju. Jeżeli jednak głębiej wczytamy się w tekst, zauważymy, że pod niewinnie brzmiącymi sformułowaniami kryje się patologia i niemoralność. I tak strategia propaguje takie hasła jak zdrowie seksualne i reprodukcyjne (p. 133). Zaś w punkcie 168 UE „wzywa państwa członkowskie do zagwarantowania, że wszystkie dzieci i nastolatki zarówno uczęszczające, jak i nieuczęszczające do szkoły, uzyskają odpowiednio dostosowane i zrozumiałe informacje na temat zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, aby mogły dokonywać opartych na wiedzy wyborów w sprawach dotyczących ich dobra osobistego, w tym w zakresie zapobiegania chorobom przenoszonym drogą płciową oraz HIV/AIDS”. Rzecz w tym, że w praktyce dotyczy to powszechnego dostępu do edukacji seksualnej, środków antykoncepcyjnych oraz aborcji.

Unijni decydenci wykorzystując strach przed HIV, usiłują promować liberalne metody planowania rodziny, oparte na stosowaniu środków antykoncepcyjnych, wczesnoporonnych oraz zabijaniu nienarodzonych dzieci, nie zwracając przy tym uwagi na aspekt moralno-mentalnościowy, psychologiczny oraz zdrowy model podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina. Aby nie być gołosłownym, podam przykład: w krakowskim magistracie urządzono warsztaty dla młodzieży o zapobieganiu AIDS, podczas których rozdawano ulotki, jak bezpiecznie uprawiać seks homoseksualny. Na ulotkach znajdowało się zdjęcie dwóch półnagich, obejmujących się mężczyzn i napis: „Żyj namiętnie. Kochaj się bezpiecznie”. Ulotkę firmowała Krakowska Grupa Lesbijek i Gejów, a sfinansowało Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej oraz Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju. Jakim prawem przedstawia się naszym dzieciom homoseksualizm jako formę życia równie właściwą i naturalną, jak życie rodzinne? W tym kontekście niczym szyderstwo brzmią zapisane w przyjętej strategii akapity traktujące o rodzinie, wartościach rodzinnych oraz dobru dzieci.

Podobnie jest z problemem pornografii. Rzekomo jest złem. Ale jej ograniczenie godziłoby w wolność osobistą, ograniczałoby wolności konstytucyjne w tym wolność słowa, a więc mogłoby zahamować rozwój kultury artystycznej. Ponadto nie wolno uchwalać prawa, które w praktyce nie będzie stosowane. Tak prezydent A. Kwaśniewski argumentował w kwietniu 2000 roku wetując ustawę zakazującą pornografii. W takim razie godzi się przypomnieć, że ta ustawa uchwalona w kadencji AWS-u oraz zawetowana przez A. Kwaśniewskiego miała nie pozwolić na wykorzystywanie do produkcji filmów pornograficznych 15-letnich dzieci, zakazywała traktowania dzieci jak towaru przez wszelkiego rodzaju zboczeńców, gwałcicieli, sadystów i kryminalistów. Krotko mówiąc, zawetowana ustawa miała chronić dzieci i młodzież przed porno biznesem. Prezydent nie stanął w obronie dzieci, ale po stronie wszelkich zachowań perwersyjnych, stanął po stronie interesów przemysłu żerującego na ludzkiej słabości moralnej.

Konkludując, pamiętajmy, że nasze dzieci są jakby „lustrem”, odbiciem zachowań dorosłych, stąd potrzebują autorytetów, zaufania, przyjaźni i miłości. Jeśli jednak sami zagubiliśmy wartości, jeśli nasze postępowanie jest często bezwstydne i agresywne, trudno potem dziwić się zachowaniu tych, którzy na nas patrzą i naśladują. Najważniejszym prawem dziecka jest kochająca się rodzina. Jeśli rodzina jest dysfunkcyjna lub patologiczna, praktycznie niemożliwe jest naprawienie szkód wyniesionych z domu. Dobrej rodziny nie zastąpi nic i nikt: ani najlepsze prawo, ani szkoła, ani psychologowie, ani tym bardziej dom dziecka.

Podsumowując niejako temat praw dziecka, należy stwierdzić, że:
1. Prawa dziecka są pojęciem z kategorii praw człowieka i wynikają z godności i niepowtarzalności dziecka jako jednostki ludzkiej;
2. Praw dziecka nie należy utożsamiać z jego podstawowymi potrzebami. Nie ma prawa do wychowania w szczęśliwej rodzinie, czy prawa do miłości, aczkolwiek to niezwykle ważne potrzeby każdego człowieka, a dla dzieci wręcz nieodzowne;
3. O prawach dziecka, podobnie, jak o prawach człowieka, mówi się w relacji władza – jednostka. Jeżeli dziecko ma prawo to znaczy, że państwo musi mu zapewnić możliwość korzystania z tego prawa;
4. Prawa dziecka, tak jak prawa człowieka, podlegają ograniczeniom, ale tylko takim, które są przewidziane przez ustawę i konieczne są w społeczeństwie demokratycznym ze względu na bezpieczeństwo państwowe i publiczne, ochronę porządku i zapobieganie przestępstwom, ochronę zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności innych osób;
5. Jeżeli dziecko/człowiek ma określone prawo to znaczy, że muszą istnieć procedury egzekwowania (dochodzenia) praw. Posiadanie praw oznacza możliwości roszczenia, zgodnie z obowiązującymi przepisami, w przeciwnym razie prawo staje się pustą deklaracją;
6. O prawach dziecka nie mówi się w relacji rodzice-dziecko. Dzieci podlegają władzy rodzicielskiej i to przede wszystkim rodzice decydują o ich wychowaniu czy światopoglądzie. Rodzice mogą mieć bardzo różne koncepcje, jak wychowywać swoje dziecko i państwo nie może w to ingerować, chyba, że rodzice zaniedbują dziecko, albo nadużywają swojej władzy rodzicielskiej.

Czesław Ryszka